RZYMSKOKATOLICKA PARAFIA NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY
KRÓLOWEJ POLSKI w CZERNICY
__________________________________________________________________________________________________________________

Artykuły archiwalne Znaku Pokoju  -  045/2003  /  luty

 
 

Kliknij w miniaturę okładki, aby przejść do dużego formatu


Spis streści:

- Dzieje przypominające lutowe wydarzenia

- Grudzień topi serca
- Spotkanie przy wspólnym stole
- Imię dla szkoły
- Z działalności Ośrodka Kultury Zameczek

- Strażacka wigilia
- Pokolędowa refleksja
- Symbolika procesji ofiarnej
- Śmiech to zdrowie
 

 

Dzieje przypominające lutowe wydarzenia

Luty dawniej zwał się strąpacz, gdyż w tym miesiącu siecze mrozem i strąpi drogi i pola, tworząc postrzępioną grudę. Jeszcze inaczej nazywano go gromniczek i mięsopustnik. Był jednym z najsurowszych miesięcy, gdyż trzymał siarczystym mrozem, a w południe złocił się soplami lodu, wiszącymi u strzech domów. Luty był nieraz nie do wytrzymania, ale budził nadzieję, bo słońce świeciło wyżej i był jednym z najkrótszych miesięcy w roku. Oprócz srogich mrozów wielką plagą dawnych wsi były stada agresywnych wilków, rozpoczynające o tej porze ruję. Podkopywały się pod chlewy rabując żywy dobytek, a odstraszał je ogień poświęconej gromnicy.

Święto Matki Boskiej Gromnicznej przypada na 2-go lutego. Jest to bardzo stare święto Maryjne powstałe w Konstantynopolu w 542 r. znane i obchodzone jako święto światła, bowiem w ten dzień podczas Mszy św. urządzano procesje ze świecami. To święto w Polsce ukochał lud wiejski święcąc gromnice jako pomoc przeciw złu, gromom i nawałnicom, a szczególnie to Gromnicę podaje się konającemu w godzinę śmierci. To święto Matki Boskiej Gromnicznej kończy okres Bożego Narodzenia. W tym dniu rozbiera się choinki i po raz ostatni śpiewa kolędy. Z tym świętem związane są przysłowia: "Jak w dzień M. B. G. słońce zaświeci, będą puste stodoły" lub "Przed gromnicami chyci, to po gromnicach puści".

3 lutego Kościół czci św. Błażeja, który zginął za wiarę za czasów cesarza Dioklecjana. Studiował filozofię, a następnie został lekarzem. Znany był z daru uzdrawiania cierpiących na choroby gardła i zadławienia się. W więzieniu wyleczył chłopca, który połknął ość, dlatego uważano go za patrona chorób gardła.

5-go jest dzień św. Agaty, która umęczona została na Sycylii około roku 250. Jest patronką pielęgniarek. W kościele święci się chleb, sól i wodę. W dawnych czasach w czasie pożaru do ognia wrzucano szczyptę soli i okruchy chleba dodatkowo pokropionego święconą wodą. Chleb św. Agaty miał bronić od ognia, a sól strzec od pożaru. Kawałek chleba noszony w portfelu miał zapewnić dostatek na cały rok.

Imię św. Walenty było dawniej bardzo popularne w środowisku wiejskim. Już u schyłku średniowiecza św. Walenty był męczennikiem rzymskim i czczono go dawniej jako patrona chorób nerwowych. Lud w ten dzień przeprowadzał oczyszczający zabieg zdrowotny, upuszczając sobie i zwierzętom krew. W dzisiejszych czasach św. Walenty jest patronem zakochanych, czyli inaczej nazwano ten dzień walentynki. Jedna z legend głosi, że walentynki zawdzięczamy św. Walentemu, biskupowi, który żył w IV wieku. Złamał on rozkaz cesarza, który zabronił żenić się młodym chłopcom i siłą wcielał ich do wojska. Św. Walenty udzielał więc ślubów potajemnie.

We wtorek przed środą popielcową przychodzą ostatki. Kiedyś śpiewano: "jak ostatki to ostatki, niech się trzęsą babskie zadki". W ostatni dzień karnawału zwanego dawniej mięsopustem organizowano korowody zapustne. Były to grupy przebierańców z niedźwiedziem. Towarzyszyli mu chłopak przebrany za babę, diabeł i policjant. Niedźwiedź chodził też w grupie zwanej ostatkami. Byli w niej młoda para, druhny, kominiarz, lekarz i muzykanci. Przy wtórze muzyki cały dzień chodzili od domu do domu śpiewając, tańcząc, zbierając datki na wieczną zabawę. Dzień ten uchodził za święto kobiet czyli babski comber. Zapraszano kobiety, które ostatnio wyszły za mąż, a od mężczyzn pobierano datki za wykupienie ich. O północy zabawę kończono pogrzebaniem basa. Chowano wszystkie instrumenty do futerałów, co oznaczało, że skończył się okres zabaw i rozpoczął się Wielki Post, czyli Popielec. "Pamiętaj człowiecze, żeś z prochu powstał i w proch się obrócisz". Ta formuła wypowiadana jest w tym dniu we wszystkich Kościołach. Obrzęd posypywania głów popiołem, jest znakiem pokuty symbolizując przemijanie człowieka. W Popielec obowiązuje zakaz spożywania potraw mięsnych. W dawnych czasach dla lepszych plonów posypywano popiołem ze Środy popielcowej obsiane żytem pola i sadzonki kapusty.

Od Środy popielcowej następuje długi okres wielkiego postu oraz przygotowania się do świąt wielkanocnych.

Parafianka

do spisu treści
 


 

Grudzień topi serca

Szkolna inicjatywa niesienia pomocy wychowankom Domu Małego Dziecka w Rybniku ma swój dalszy ciąg. W poprzednim numerze "Znaku Pokoju" informowaliśmy o przedsięwzięciach, które zostały już podjęte w związku z akcją "Co z serca idzie, to do serca trafi". Należały do nich występy uczniów naszej szkoły w celu zebrania funduszy na zakup darów dla wychowanków Domu Dziecka w Rybniku, zbiórka makulatury, kwesta wśród nauczycieli. Następnie odbyła się jeszcze dobrowolna zbiórka słodyczy. Dzieci, rezygnując ze słodkości, którymi obdarował je św. Mikołaj, przekazały dla maluchów z Domu Dziecka całą skrzynię łakoci!

19 grudnia siedmioro uczniów, wraz z opiekunami: panem Dyrektorem Eugeniuszem Brodniakiem, panią Ewą Kowol i panią Aleksandrą Tkocz ruszyło z darami do Domu Małego Dziecka. -Trudno było udźwignąć ogromne skrzynie z najpotrzebniejszymi artykułami za kwotę 550 zł. Były wśród nich odżywki i soczki, pampersy i ozdoby choinkowe, by maluchy nie tylko w brzuszkach, ale i w wystroju otoczenia poczuły magiczny nastrój świat. Okazało się, że nie byliśmy jedynymi odwiedzającymi. Dom Dziecka przeżywał istne oblężenie! Grupy ofiarodawców z mniejszymi bądź pokaźniejszymi workami wchodziły i wychodziły stamtąd. My na szczęście byliśmy oczekiwani. Jednak czuć tam było dezorganizację życia, zdenerwowane opiekunki chciały przyjąć nas jak najlepiej, ale przestraszone nieoczekiwaną ilością gości dzieci były początkowo nieufne i zagubione. Dopiero po jakimś czasie czernickie dzieci zdobyły sobie sympatię i zaufanie grupy kilkulatków. Wspólna gra w piłkę, zabawy samochodzikami i żarty towarzyszyły nam przez dwie godziny. Trzyletnia Madzia piszczała z uciechy kopiąc piłkę i opowiadała nam o smutnym losie swej małej koleżanki. Nieufny Jasio ciągle uciekał do "cioć", ale nie mogąc pohamować ciekawości wracał do sali zabaw, by spotkać się z nami. Żywy Dawidek z guzem na głowie przylgnął do naszego Dyrektora i tylko z nim chciał rzucać piłką. Beztroską zabawę przerwał obiad dla maluchów, a my widząc zmęczenie dzieci pożegnaliśmy się z nimi. Do następnego razu.
Nie chcemy na tym zakończyć tej pięknej przygody.

Akcja trwa. Już po naszej wizycie w Domu Małego Dziecka panie Eugenia Boczek i Aleksandra Kozłowska przeprowadziły kwestę, zwracając się o finansowe lub rzeczowe wsparcie do właścicieli sklepów w Czernicy i Łukowie Śl. W jej wyniku uzyskano dary w postaci pampersów oraz kwotę 500 zł. Na spieniężenie czeka jeszcze makulatura. Bardzo nas to cieszy, bo możemy przygotować kolejne prezenty dla naszych nowych przyjaciół. Wizyta planowana jest na 17 stycznia 2003 r. Myślimy, że tym razem w Domu Małego Dziecka będzie spokojniej. Okres świąt Bożego Narodzenia, jak mówią w Ośrodku, rozmraża ludzkie serca i właśnie wtedy wszyscy czują potrzebę pomagania bliskim. A przecież kłopoty finansowe Dom Dziecka ma przez cały rok.

Rybnicki ośrodek został założony w 1928 roku. Był Domem Małego Dziecka w budynku sióstr Urszulanek. Kiedyś przebywały tam dzieci do trzeciego roku życia. Obecnie są tam nawet siedmiolatki. Od grudnia trwa tam remont generalny. Pierwszy od 74 lat! Tym bardziej małym wychowankom należy się pomoc i zainteresowanie. To przecież ich dom rodzinny, innego nie mają! Może znajdą się jeszcze w naszej wsi ludzie, którzy chcieliby także pomóc. Wciąż czekamy, gotowi do kolejnych odwiedzin. A może ktoś indywidualnie ruszy z pomocą? Korzyści z takich akcji są dwustronne: nie tylko dajemy, także bierzemy. Nabywamy umiejętność dzielenia się z innymi, doceniamy własną rodzinę, jakakolwiek by ona nie była, cieszymy się, widząc radość na maleńkich twarzyczkach.

Z Domu Małego Dziecka w Rybniku dostaliśmy podziękowanie za dar serca. To podziękowanie dla wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób wzięli udział w naszej akcji. Cieszymy się z tego. I nie zamierzamy na tym poprzestać.

Aleksandra Tkacz

do spisu treści
 


 

Spotkanie przy wspólnym stole

Dzielenie się opłatkiem i składanie sobie życzeń z okazji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia jest zwyczajem, który chętnie kultywujemy. Przy wspólnym stole spotykamy się w zakładach pracy, w różnych grupach, organizacjach i stowarzyszeniach. Łamiemy się opłatkiem, śpiewamy kolędy, życzymy sobie radości i pokoju na nadchodzące święta. Są jednak i tacy ludzie, którzy ze względu na różne koleje losu pozostają sami przed i w czasie świąt. To dla nich Ośrodek Kultury i Sportu wraz z Gminną Biblioteką Publiczną w Gaszowicach i jej filiami w Czernicy i Łukowie po raz kolejny zorganizował przedświąteczne spotkanie opłatkowe połączone z wieczerzą wigilijną. Pięknie przyozdobiony i suto zastawiony stół wigilijny, na którym był barszcz z uszkami, karp i kapusta z grzybami, makówki i moczka oraz wiele innych tradycyjnych potraw. Nie zabrakło także opłatka, serdecznych życzeń oraz radosnego kolędowania. Atmosfera spotkania opłatkowego była szczególna, ponieważ przy wspólnym stole zasiedli ludzie samotni, mniej lub bardziej doświadczeni przez życie. Wspólna modlitwa, gorący posiłek, serdeczny uśmiech oraz słowa otuchy i pocieszenia, to to czego im w życiu najbardziej brakuje, a my winniśmy im te chwile podarować chociaż jeden raz w roku.



Trudno byłoby pomysłodawcom zrealizować to przedsięwzięcie, gdyby nie pomoc Sponsorów z terenu naszej gminy. Należą do nich:
- Hurtownia Spożywcza K. Jonderko z Łukowa Śl.
- Sklep Rolno-Spożywczy J. Zawioła z Gaszowic
- "Unimarket" U. i J. Mazurek z Gaszowic

Szczególne podziękowania należą się także Kołom Gospodyń Wiejskich działającym na terenie gminy za przygotowanie części potraw na stół wigilijny.

E.K.

do spisu treści
 


 

Imię dla szkoły

Nadanie imienia S.P. w Czernicy od kilku lat nurtuje grono pedagogiczne oraz tutejszych mieszkańców. W związku z tym, że pojawiły się liczne propozycje dotyczące imienia, jakie powinna nosić szkoła, pismo parafialne "Znak Pokoju" postanowiło pośredniczyć w dyskusji na w/w temat. W ostatnich numerach zamieściliśmy kilka artykułów z różnymi opiniami. Liczne głosy świadczą o tym, że sprawa nie jest obojętna rodowitym mieszkańcom Czernicy i Łukowa Śl.

"Znak Pokoju" zamyka w/w temat odsyłając zainteresowanych do składania propozycji i uwag w Radzie Gminy w Gaszowicach.

Redakcja

do spisu treści
 


 

Z działalności Ośrodka Kultury "Zameczek"

Podsumowując działalność Ośrodka Kultury "Zameczek" za grudzień ubiegłego roku, można się dowiedzieć, że zorganizowano Dzień Górnika dla dzieci uczestniczących w zajęciach kółka tanecznego i plastycznego, zorganizowano również tradycyjne spotkanie z Mikołajem dla ponad 100 dzieci z Czernicy.

Dla dzieci z kółka tanecznego i plastycznego zorganizowano "wigilijkę", na którą zaproszono dzieci rodziny Gojny ze Szczerbic, którym spłonął dom. Wspaniałym gestem wykazały się nasze czernickie dzieci, które zostały zawiezione do wspomnianej rodziny z choinką świąteczną, która została na miejscu udekorowana. Podczas "wigilijki" dzieci z kółka plastycznego ofiarowały własnoręcznie zrobione stroiki dla wszystkich pracowników ośrodka kultury.

Warto również zaznaczyć, że reprezentacja dzieci ośrodka kultury odwiedziła Dom Małego Dziecka w Rybniku, ofiarując skromne prezenty. Za tę akcję otrzymali podziękowanie w postaci dyplomu. Zespół taneczny "Jutrzenka" to grupa 42 dzieci w wieku 4-12 lat, które spotykają się na swych zajęciach dwa razy w tygodniu. Zespół ten jest prowadzony przez mgr Agnieszkę Mikszon.

Kółko plastyczne prowadzone przez Grażynę Belkius spotyka się raz w tygodniu. Podczas zajęć dzieci poznają technikę robienia stroików, makatek, mozaik. Dużą pomocą służy kuchnia, która przygotowuje na każde zajęcia smakołyki i herbatę. Ośrodek kultury zaplanował, że w pierwszym tygodniu ferii zimowych nastąpi wyjazd dzieci na Słowację (koszty pokryją rodzice). W drugim tygodniu planuje się, dla dzieci uczestniczących w zajęciach ośrodka, zorganizowanie kuligu, pieczenie kiełbasek, zajęć plastycznych, dyskoteki, balu przebierańców oraz konkursu plastycznego o tematyce pożarniczej. Ośrodek kultury "Zameczek" zaprasza chętne dzieci do udziału w zespole tanecznym i do kółka plastycznego.

Jerzy Kawulok

do spisu treści
 


 

Strażacka wigilia

Do tradycji Ochotniczej Straży Pożarnej w Czernicy weszła organizacja spotkania opłatkowego członków zarządu i komisji rewizyjnej wraz z małżonkami. W grudniu ubiegłego roku, w przytulnym i ciepłym pomieszczeniu klubu emeryta Ośrodka Kultury "Zameczek" odbyło się takie spotkanie, podczas którego można było przeżyć wspaniałą wigilię w dobrej i koleżeńskiej atmosferze. Na ładnie udekorowanych stołach oprócz różnych potraw godne miejsce zajmował opłatek świąteczny, którym się wszyscy dzielili przy przekazywaniu życzeń.
 

Uczestnicy spotkania wraz z zespołem muzycznym śpiewali przepiękne kolędy. W taki wigilijny wieczór widać rodzinną i koleżeńską atmosferę, daje się zauważyć przyjazny klimat, a coroczny trud w społecznej służbie pożarniczej oddaje miłość do Dzieciątka Jezus.

Jerzy Kawulok

do spisu treści
 


 

Pokolędowa refleksja

W naszych domach coraz rzadziej rozbrzmiewają dźwięki kolędowych pieśni, a choinki powoli tracą swój pierwotny blask. Może dlatego, że nie rozbłyskują już tak często światłem kolorowych lampek, a może dlatego, że coraz bardziej oddalamy się od świąt Bożego Narodzenia. Coś się kończy ...

Zakończył się też czas duszpasterskich odwiedzin w naszych domach, w naszych rodzinnych wspólnotach. Czas to zwykle dość trudny i pracowity dla duszpasterza, ale przecież radosny i twórczy! Miałem sposobność, po raz pierwszy, odwiedzić Wasze domy, spotkać się z wszystkimi mieszkańcami naszej parafii, przyjrzeć się z Waszemu życiu, poznać bliżej Wasze troski, kłopoty, problemy codziennego życia. Otworzyliście przede mną swoje drzwi, a nierzadko i serca! Wiem, że wielu z Was kosztowało sporo trudu, aby być w domu podczas odwiedzin kolędowych. Trzeba było czasami wziąć urlop, przełożyć jakieś ważne zajęcia, czy rodzinną uroczystość... Tylko kilka drzwi na terenie Czernicy i Łukowa pozostało zamkniętych, tylko kilka domów pustych.

Za wszystko z serca Wam dziękuję. Za Waszą obecność, życzliwość, serdeczność, zaufanie... Poznając Wasze rodzinne sprawy z troską słuchałem o problemach młodzieży, która na próżno próbuje znaleźć pracę, o niepokoju tych, którzy pracują na kopalni i co dzień dziękują Bogu za to, że ich kopalnia jeszcze istnieje, o niełatwym życiu chorych, dla których emerytura czy renta jest za mała, aby wykupić potrzebne lekarstwa. Słuchałem też o radości rodziców zadowolonych z dobrych wyników szkolnych ich dzieci, o tym że w końcu spełniły się marzenia o własnym domu - z wielkim trudem budowanym, ale w końcu własnym. Wspólnie też dzieliliśmy się troską o życie religijne naszej wspólnoty, o tym, że niektórych parafian tak często brakuje w kościele na mszy niedzielnej, że są tacy, co zamiast w kościele, stoją na zewnątrz i uważają, że spełnili swój obowiązek mszy św., że tak mało dzieci chodzi do spowiedzi, że w kościele zimno...

Dziękuję także za wszelkie rady, za każdy przejaw Waszego zainteresowania sprawami tej nieco większej Rodziny, jaką jest nasza parafia. Cieszy mnie Wasze żywe zainteresowanie planowanym remontem prezbiterium, któremu niejednokrotnie dawaliście wyraz podczas naszych spotkań. Trudne to przedsięwzięcie, dlatego świadomość, że w tej naszej wspólnej sprawie jesteśmy razem, napawa mnie otuchą. Wiem, że mogę liczyć na Wasze życzliwe wsparcie i na Waszą modlitwę.

Z uzasadnioną nadzieją oczekuję tej modlitwy zwłaszcza od chorych i osłabionych wiekiem członków naszej wspólnoty parafialnej. To oni stanowią duchowe zaplecze każdej wspólnoty parafialnej, ale i oni potrzebują wsparcia pozostałych członków tej wspólnoty. Nie zapominajcie o nich, Drodzy Parafianie! Umożliwiajcie im to, do czego mają prawo. Pomóżcie im się spotkać - przynajmniej raz w miesiącu - z kapłanem, po to, aby wzmocnieni Chlebem Eucharystycznym mogli dźwigać brzemię cierpienia i choroby razem z Chrystusem dla większej Jego chwały i dla dobra całej naszej wspólnoty parafialnej. Widziałem z jak wielką miłością i oddaniem troszczycie się o potr:6eby ich ciała, dajecie swoim najbliższych chorym wiele miłości; pozwólcie, aby i Chrystus mógł ich przygarnąć do swego serca, obdarzyć miłością i przebaczeniem.
Cieszmy się jeszcze kolorową atmosferą Bożego Narodzenia, przyjmujmy łaski Bożej Dzieciny, dzielmy się nimi z najbliższymi; rodziną i sąsiadami. Ale otwórzmy się także na jutro, na nadchodzące dni - te piękne, odświętne, jasne i radosne - ale i te znaczone trudem, bólem, niepowodzeniem ... Nieraz czarne, często szare, a czasami ... fioletowe jak Wielki Post, do którego już wkrótce się zbliżymy. Tak różne dni, ale wszystkie ważne i drogocenne dla Boga!
Życzę Wam, Drodzy Parafianie, abyście wszystkie te dni przeżywali w cieple domowego ogniska, wspierani miłością najbliższych, a jeśli nawet przyjdzie samotność, ból, choroba czy żałoba, byście doświadczyli życzliwości w tej wspólnocie, którą razem tworzymy, pod troskliwym okiem naszej Patronki - Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski.

Ksiądz Proboszcz

do spisu treści
 


 

Symbolika procesji ofiarnej

Chrześcijanie od początku celebrują Eucharystię, a jej forma w swej istocie nie zmieniła się w ciągu wieków i w rozmaitych liturgiach. Msza Święta obfituje w wiele pięknych znaków i symboli liturgicznych. Żaden z nich nie jest pusty lub zbędny, wszystkie mają głęboką wymowę i znaczenie.

Podczas tegorocznych odwiedzin duszpasterskich wielu z Was, Drodzy Parafianie, wyraziło opinię, którą i ja podzielam. Zamiast pielęgnować, niektóre z tych pięknych gestów i symboli, odzieramy je z treści, wiele zaniedbujemy lub z nich - jakże pochopnie - rezygnujemy. Wystarczy wspomnieć o pięknym zwyczaju kolekty. Ze smutkiem obserwuję zjawisko odchodzenia od niego również w naszej wspólnocie parafialnej. A przecież nie chodzi tu o symboliczne złotówki wrzucane do ofiarnego koszyka, ale o całą głęboką treść tego ofiarnego znaku.

Słowo "ofiara" pochodzi od łac. offerre - nieść naprzeciw, przynieść, dawać. We wszystkich prawie religiach ludzie poprzez ofiarę dają wyraz swej zależności od Boga (lub bogów) i potwierdzają, że wszystko Jemu (im) zawdzięczają. Symbolicznie oddają jedną część tego, co posiadają (przez spalenie, zniszczenie albo rozdanie). Już od czasów Starego Testamentu ofiary odgrywały ważną rolę, zaś chrześcijanie od początku przynoszą na Eucharystię, wraz z chlebem i winem, dary, które mają być rozdane potrzebującym. Ten zwyczaj "kolekty" - zawsze aktualny - czerpie z przykładu Chrystusa, który stał się ubogi, aby nas ubogacić. Każdy kogo stać na to, a ma dobrą wolę, ofiarowuje datki jakie chce i jakie może, datki, które przeznacza się dla wspólnoty parafialnej.

Ale to nie cała wymowa tego gestu. Człowiek, który zada sobie trud opuszczenia na chwilę miejsca w ławce, wyraża swoją solidarność, swoje poczucie wspólnoty z kimś bliskim, z członkiem rodziny, z przyjaciółmi lub może sąsiadami, w intencji których sprawowana jest Msza Święta. We wszystkich tradycyjnych parafiach, podobnych jak nasza, utrzymuje się zwyczaj, że na mszę św. sprawowaną za zmarłego, czy w intencji małżonków obchodzących rocznicę ślubu, idzie nie tylko najbliższa rodzina, ale i sąsiedzi, znajomi, przyjaciele. W ten sposób zacieśnia się więź międzyludzka. W parafiach osiedlowych, gdzie panuje ogromna anonimowość i nie ma prawie żadnych więzi sąsiedzkich, mszą za zmarłego "zainteresowana jest" tylko najbliższa rodzina. Uczestniczy w niej nieraz zaledwie garstka osób. Nie ma też procesji ofiarnej, bo w kościele jest tylko kilka osób, które znały zmarłą osobę. Pozostali obecni w kościele są "anonimowymi uczestnikami", którzy biorą udział we mszy codziennie. Uczestnictwo we mszy za sąsiada czy za znajomego oraz udział w procesji ofiarnej staje się jakby obowiązkiem wypływającym nie z przepisu, ale z potrzeby serca. "Dziś ja jestem na twojej mszy, jutro ty uczestniczysz w mojej".

"Nieść naprzeciw, przynieść, dawać". Tak więc możemy nie tylko ofiarować jakąś część swego dobytku wyrażoną w wymiernej kwocie .... Możemy ofiarować część siebie tym, którzy są nam bliscy i złożyć ten dar na ołtarzu, na którym dokonuje się największa z Ofiar - Ofiara Chrystusa.

Zachęcam Was, Drodzy Parafianie, nie rezygnujcie z pielęgnowania tego zwyczaju. To przecież jeszcze jeden piękny sposób okazania swojej miłości i przywiązania Bogu i ludziom.

Ksiądz Proboszcz

do spisu treści
 


 

Śmiech to zdrowie

Dzieci potrafią śmiać się nawet czterysta razy w ciągu całego dnia, dorośli o wiele rzadziej. Co się dzieje z człowiekiem, kiedy się śmieje? Wystarczy tylko spojrzeć, nie trzeba koniecznie słyszeć dźwięku - charakterystyczne jest rozciągnięcie warg połączone z uniesieniem kącików ust, lekkie zmrużenie oczu, w których zapalają się iskierki. Bez względu na to, czy to Europejczyk, Papuas, Chińczyk lub Eskimos od razu widać, że ten człowiek się śmieje.

Niemowlę zaczyna się uśmiechać już w pierwszych dniach życia. To śmiech instynktowny. Dziecko jest syte, nic mu nie dolega, więc w ten sposób objawia swoje zadowolenie. Jeszcze jest mu obojętne czy sygnał znajdzie odbiorcę, czy nie. Dopiero w 3 - 4 miesiącu życia zaczyna używać śmiechu świadomie, jako środka komunikacji. Jest to, na razie, zachowanie spontaniczne - śmieje się rzeczywiście wtedy, gdy coś je cieszy, sprawia przyjemność. Szybko jednak nauczy się, że grymas ten może służyć do wyrażania innych emocji: maskuje niepewność, nieśmiałość, strach.

Dorosły także potrafi cieszyć się spontanicznie, jak dziecko. Jednak zazwyczaj zachowuje się tak, jak oczekuje od niego otoczenie. Śmieje się więc także wtedy, gdy nie ma to ochoty, bo tak wypada lub żeby zamaskować inne uczucia. Śmiech pełni również rolę "zaworu bezpieczeństwa" przy silnym stresie. Szczera radość jest zaraźliwa - kiedy jedna osoba zaczyna się śmiać, bardzo często pociąga za sobą innych. Zaraźliwy śmiech zazwyczaj zdarza się wśród ludzi, którzy się dobrze znają i ufają sobie nawzajem. Trudniej do wspólnego śmiechu wciągnąć osobę zupełnie obcą, która widząc rozbawioną grupę może przypuszczać, że ona jest sama obiektem tej wesołości. Jednak śmiech robi swoje i początkowo nieśmiało, potem coraz pewniej osoba ta przyłącza się do zabawy. Dopiero wśród nowych wybuchów chichotu dowiaduje się co jest głównym powodem wesołości. I wszyscy bawią się dalej, chociaż nie mają już ku temu rzeczywistego powodu. Gorzej, gdy śmiech jest złośliwy. Człowiek będący jego obiektem nie tylko nie przyłączy się do grupy, ale najchętniej schowałby się do mysiej dziury. Czuje się wtedy szczególnie zagrożony, urażony w swej godności i osamotniony.

Stwierdzono, że śmiech, podobnie jak wysiłek fizyczny, poprawia krążenie, podnosi poziom adrenaliny i ciśnienie krwi. Doskonale wyrównuje niedostatek ruchu, angażuje bowiem około 150 różnych mięśni. Wpływa również korzystnie na urodę - radosna twarz z figlarnymi "promyczkami" wokół oczu jest piękna, w odróżnieniu od naznaczonej ponurym grymasem smutku i zgorzknienia. Śmiejąc się jesteśmy jakby w transie - słabiej odczuwamy ból, nabieramy większego dystansu do tego, co dzieje się dookoła. Po dobrej komedii poprawia nam się samopoczucie, a świat wydaje się piękniejszy. Z większym optymizmem patrzymy na życie. Przysłowie mówiące, że śmiech to zdrowie, znane jest od niepamiętnych czasów.

Cha, cha, ho, ho, a może być jeszcze hę, hę, czy nawet cha, cha! Do dziś uczeni doliczyli się 180 rodzajów śmiechu. Można śmiać się serdecznie, sarkastycznie, ironicznie. Po homerycku, tajemniczo i szelmowsko, do rozpuku i do łez, perliście, zaraźliwe oraz anielsko.

Są sytuacje, które bawią wszystkich. Dowcip uniwersalny nie istnieje, ale zdarzają się sytuacje doprowadzające do śmiechu wszystkich ludzi bez wyjątku. Są to kawały, które charakteryzuje agresywna prostota i wręcz dziecięcy komizm. Niektóre filmy niosą w sobie tak wielki ładunek humoru sytuacyjnego, że można je oglądać kilkakrotnie, za każdym razem pokładając się ze śmiechu. Wystarczy wspomnieć filmy z Chaplinem, braćmi Marx czy Louisem de Funesem.

Na podstawie magazynu "Fokus".
P. A. S. ©

do spisu treści