RZYMSKOKATOLICKA PARAFIA NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY
KRÓLOWEJ POLSKI w CZERNICY
__________________________________________________________________________________________________________________

Artykuły archiwalne Znaku Pokoju  -  101/2008  /  listopad

 

Kliknij w miniaturę okładki, aby przejść do dużego formatu


Spis streści:

- Dzień Wszystkich Świętych

- Prawdziwy mężczyzna
- Wszyscy Święci
- Czterdzieści lat minęło jak jeden dzień...
- Czernickie kopalnie

- Modlitwa o słuchające i słyszące serce
- Pielgrzymka po sanktuariach Europy
- Jak dalej żyć po bolesnej stracie bliskiej osoby
- Jak żyć w zgodzie z Bogiem, by osiągnąć życie wieczne w niebie
- Festyn szkolny w Czernicy
- Posłanka Pana Boga
- Nekrologi
 

 

Dzień Wszystkich Świętych

Tu jest pamięć i tutaj świeczka.
Tutaj napis i kwiat pozostanie.
Ale zmarły gdzie indziej mieszka
na wieczne odpoczywanie.
(. .. )
Smutek to jest mrok po zmarłych tu,
ale dla nich są wysokie jasne światy.
Zapal świeczkę.
Westchnij.
Pacierz zmów.
Odejdź pełen jasności skrzydlatej.
(J. Kulmowa, "W zaduszki'')

Dzień Wszystkich Świętych, a następnie Zaduszki to w powszechnym przekonaniu dni pamięci o tych, których już nie ma wśród nas. W te dni zgodnie z polską tradycją odwiedzamy groby swoich bliskich, palimy znicze, składamy wieńce i kwiaty. W te jesienne dni zastanawiamy się nad przemijaniem, przywołujemy wspomnienia, wracamy pamięcią do ukochanych twarzy tych, którzy odeszli. Mamy też okazję do refleksji nad własnym życiem, nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłością.
Wypada jednak pamiętać, że uroczystość Wszystkich Świętych nie jest - wbrew dość często spotykanym opiniom - "Świętem Zmarłych". 1 listopada Kościół cieszy się bowiem z faktu, iż wielu zmarłych przebywa już w Domu Ojca Niebieskiego - w niebie. Dopiero następnego dnia - 2 listopada - wspominamy wszystkich wiernych zmarłych. To dzień modlitwy za tych, którzy dopiero przygotowuj ą się do chwały nieba.
Dla chrześcijan uroczystość Wszystkich Świętych powinna być jednym z najbardziej radosnych dni. W ciągu roku liturgicznego, każdego dnia przypada wspomnienie jednego lub kilku świętych. Ale ich liczba jest znacznie większa niż dni, które składają się na rok kalendarzowy. Niektórych z nich spotykaliśmy na co dzień: to była może nasza babcia, mama, ojciec, schorowana sąsiadka, niepełnosprawny kolega, sumienna pielęgniarka, uczynny sąsiad. Wiele nieznanych nam osób doszło do świętości w zupełnym ukryciu. I właśnie 1 listopada Kościół oddaje chwałę im wszystkim - świętym oficjalnie uznanym i tym nieznanym z imienia.

Świętowanie pierwszego dnia listopada przypomina prawdę o powszechnym powołaniu do świętości. Niezależnie od tego czy jestem żoną, matką, mężem, ojcem, osobą samotną, zakonnikiem, kapłanem - jestem przede wszystkim powołany do świętości. Do realizacji tego wspólnego nam wszystkim powołania konieczna jest pomoc łaski Bożej. Każdy taką łaskę otrzymuj e, ale tylko od nas zależy, w jakim stopniu otworzymy się na hojność Boga i przyjmiemy z Bożych rąk dar świętości. Ponadto, pamiętając o tym powszechnym powołaniu do świętości możemy żyć nadzieją, że nasze rozstanie z bliskimi nie jest ostateczne, że kiedyś spotkamy się w domu naszego wspólnego Ojca. Zarówno Uroczystość Wszystkich Świętych, jak i przypadające na dzień 2 listopada wspomnienie wszystkich wiernych Zmarłych, czyli Dzień Zaduszny, przywołują prawdę o wspólnocie Kościoła, do której należą święci w niebie, dusze pokutujące w czyśćcu jak i my, żyjący jeszcze na ziemi. Między tymi trzema stanami dokonuje się nieustanna wymiana dóbr duchowych. W tej swoistej komunii kryje się cała prawda o świętych obcowaniu.
Kiedy zatem odwiedzamy cmentarze i pochylamy się w modlitewnej zadumie nad grobami naszych bliskich zmarłych, kiedy zapalamy znicze a nade wszystko ofiarujemy w intencji zmarłych, przebywających w czyśćcu Mszę Świętą, mamy udział w tej wielkiej wymianie dóbr i wraz z wszystkimi świętymi i duszami odbywającymi pokutę tworzymy jedną wielką rodzinę Bożych dzieci. Poczucie tej wspólnoty jest wielkim skarbem Kościoła i źródłem nadziei na przyszłe życie w chwale.

dd

do spisu treści
 

 

"Prawdziwy mężczyzna"

30 września w naszej Szkole odbyła się akademia z okazji "Dnia Chłopca". Gościem specjalnym zaproszonym przez Samorząd Uczniowski był były uczeń naszej szkoły, mieszkaniec Czernicy, pan Andrzej Mandrysz. Jest on człowiekiem o niecodziennych zainteresowaniach. Od kilu lat uprawia wspinaczkę wysokogórską. W sierpniu tego roku wraz z kolegami z klubu odbył wyprawę alpinistyczną w góry Pamiru. Z wielkim przejęciem opowiedział uczniom o swoich przeżyciach, zaprezentował slajdy oraz film.

Pokazał różnicę kultur, ukazując jak bardzo różni się życie dzieci w Tadżykistanie od naszego. Zademonstrował ekwipunek alpinisty, co bardzo poruszyło wyobraźnie słuchaczy. Następnie Samorząd Uczniowski poprosił pana Andrzej a, pana Dyrektora oraz pana Marka Graniecznego, ażeby zasiedli w jury. Zostały bowiem przeprowadzone wybory na "Prawdziwego mężczyznę" naszej szkoły. Reprezentanci poszczególnych klas zmierzyli się w takich konkurencjach jak: szybkie założenie skarpet i wejście do śpiwora, przyszycie guzika, zawiązanie krawata, omówienie narzędzi, takich jak np. młotek czy kleszcze. Zabawa była świetna, rywalizacja wśród chłopców wspaniała. Po podliczeniu przez jurorów wyników okazało się, że zwycięzcami zostali: w kl. I-III Adam Wita, w kl. IV-VI Przemek Warto. Wszyscy chłopcy otrzymali nagrody, a zwycięzcy nawet szarfy z tytułem "Prawdziwego mężczyzny". Najważniejsze jest chyba jednak uznanie dziewczyn. To był bardzo ciekawy dzień.

Opiekunki SU
Z. Mrozek i I. Witek
 

do spisu treści
 


 

Wszyscy Święci

Dziś mają imieniny nasi wszyscy Święci,
ci normalni, zwyczajni, spośród ludzi wzięci.
Tak niepostrzeżenie miedzy nami żyli,
pracowali, modlili, dożyli tej chwili,
w której Bóg ich zaprosił, jako swoich gości,
na niebiańską ucztę przy stole miłości.

Ich liczba jest ogromna, tak wielu ich mamy,
ocieramy się o nich, chociaż ich nie znamy.
Stoją wszyscy do nieba w kolejce ściśnięci,
każdy niesie na sobie ślad Bożej pieczęci.
Bo tylko będąc z Bogiem w wielkiej zażyłości
można wygrać niebo, wyrzekając się złości.

To męczennicy, święci, duchowni, dziewice,
kawalerowie, matki, ojcowie, rodzice,
ludzie biedni, bogaci, wykształceni, prości.
Jedno ich łączy - wspólny mianownik miłości.
Odeszli już do Boga i w niebie czekają,
jestem pewien, że widzieć nas nadzieję mają.

do spisu treści
 


 

Czterdzieści lat minęło jak jeden dzień...

Wydawałoby się, że tak niedawno nasi rodzice przyprowadzili nas po raz pierwszy do Szkoły Podstawowej, a tu spotkanie po czterdziestu latach od j ej ukończenia ... Fakt ten dla wielu z nas nie byłby taki oczywisty, gdyby nie sobotni wieczór 11 października br. Uświadomienie sobie tego faktu przede wszystkim skłoniło do refleksji nad szybkością upływającego czasu i mijających lat, zadumę nad tym czego się w życiu dokonało, a czego zaniechało, ale zaraz potem pojawiła się radość, że znowu wszyscy się spotkamy. Cały dzień wypełniony był niecierpliwym oczekiwaniem na spotkanie z dawno niewidzianymi wychowawczyniami, koleżankami i kolegami, z którymi przez 8 lat chodziło się do tej samej klasy, a często siedziało w jednej ławce.

Wieczorna msza święta, sprawowana w intencji żyjących i zmarłych koleżanek i kolegów z rocznika 1953, zainaugurowała uroczystość, kontynuowaną potem w Ośrodku Kultury "Zameczek". Obecność była oczywiście obowiązkowa, a usprawiedliwieniem nie mogło być nawet odległe miejsce zamieszkania, dlatego frekwencja została oceniona przez obydwie wychowawczynie, Panie Annę Bluszcz i Adelę Potyka, wyróżniająco. Każdy z uczestników spotkania został oczywiście odpytany z "prywatnej historii" i okazało się, że wszyscy zdaliśmy najważniejszy egzamin, egzamin z życia.

Serdeczne podziękowania należą się inicjatorom i organizatorom tego wspaniałego i bardzo udanego wieczoru. Wszyscy uczestnicy jednomyślnie deklarowali chęć spotkania za 5 lat.

A.B.

do spisu treści
 


 

Czernickie kopalnie
(cześć 1)
Początki

Kopalnia "Rydułtowy" (od 1 marca 2004 roku Rydułtowy Anna), największy zakład przemysłowy na naszym terenie, kojarzy się z miejscowością Rydułtowy. Jednak wszystko zaczęło się w Czernicy. Nawet nazwa tej miejscowości ma związek z węglem. Czernica, w 1317 roku Chyrniche (czytana Czyrnicze) wywodzi się od węgla, którego drobinki wypłukiwane przez wody gruntowe z iłów węglonośnych, unosiły się w płynącym przez wieś potoku.

Przez setki lat zjawisko to nie wzbudzało zainteresowania, gdyż węgiel nie miał znaczenia gospodarczego. Sytuacja zmieniła się, gdy u schyłku XVIII wieku z polecenia Wyższego Urzędu Górniczego we Wrocławiu, przystąpiono do poszukiwania węgla na Górnym Śląsku. W okolicach Rybnika prowadzili je asesor górniczy Reichardt i przysięgły górniczy Salomon Isaac, którzy w 1788 roku odkryli wychodnie węgla kamiennego w okolicach Czernicy, Czerwionki i Niewiadomia. W następnym roku opisali pokład o grubości 30 cali (0,7 m) leżący na niewielkiej głębokości pomiędzy Czernicą a Piecami.
Gdy w 1792 roku w Biertułtowach, na gruntach państwowych założono królewską kopalnię "Hoym", wydobyciem węgla zainteresował się właściciel dóbr rycerskich w Czernicy, radca wojenny Fryderyk von Sack. Prawdopodobnie już w 1797 roku na wzgórzu Babia Góra, szybem o głębokości 26 m udostępnił wcześniej odkryty pokład. W niedługim czasie również na Babiej Górze odkryto pokład o grubości 2,3 m za pomocą 20 metrowego szybu. Znajdował się on 140 m na południe od poprzedniego. Oba szyby otrzymały nazwę "Fund", (z niemieckiego - odkrycie, znalezisko). Tak często nazywano pierwsze szyby, którymi docierano do złoża. Wkrótce rozpoczęto prace wydobywcze w tych pokładach.

Węgiel urabiano najprostszymi narzędziami i wyciągano szybami za pomocą ręcznych kołowrotów. Zbierającą się wodę również usuwano w kubłach kołowrotami. Ukształtowanie terenu pozwoliło na głębsze udostępnienie pokładów i odprowadzanie wody do niedalekiej doliny za pomocą sztolni odwadniającej. Rozpoczęto jej drążenie z najniższego miejsca po stronie zachodniej Babiej Góry. Prace ukończono około 1805 roku. Sztolnia miała długość 260 m i przecinała oba pokłady. Tak przygotowane kopalnie zgłoszono władzom górniczym.

Nadanie górnicze (zezwolenie na eksploatację) wystawione przez Królewsko Pruski Wyższy Urząd Górniczy dla Suwerennego Księstwa Śląskiego i Hrabstwa Kłodzkiego we Wrocławiu K6niglichen Preussischen Oberbergamte des souveranen Herzoktums Schlesiens und der Grafschaft Glatz in Breslau kopalnie uzyskały 2 lutego 1806 roku. (Tę datę przyjmuje się za początek kopalni "Rydułtowy"). Pierwsza kopalnia z pokładem 0,6-0,7 m otrzymała nazwę "Sack". Pokład również otrzymał taką nazwę. Drugą kopalnię wraz z jej pokładem nazwano "Charlotte". Zgodnie ze współczesnym oznaczeniem pokładów nosi on numer 615, a pokładu "Sack", przy określaniu numeracji pokładów w latach 50 XX wieku, nie zaliczono do zasobów bilansowych i nie ma numeru. Właścicielami kopalń został i Fryderyk von Sack, oraz jego żona Luiza z domu von Fragstein. Pola górnicze zostały pomierzone i oznakowane kamieniami granicznymi 15 lipca 1806 roku przez królewskiego mierniczego Laenge. Obecni przy tym byli: królewski przysięgły Heintzmann, królewski nadsztygar Stroh, oraz pan von Sack i jego szychtmistrz Suchlich ze sztygarem Kohler'em.

Andrzej Adamczyk

Wokół początków kopalni istnieje wiele kontrowersji, różne źródła podają różne daty, oto niektóre Z nich:
Piernikarczyk.: Historja górnictwa i hutnictwa na Górnym Śląsku - (koniec XVIII stulecia)
Oheimb.: 150 Jahre Steinkohlenbergbau im Kreise Rybnik - (1797)
Kossuth.: Historyczny kalendarzyk górnictwa węglowego w zagłębiu górnośląskim do 1914 r. - (1803)
Fechner.: Geschichte des Schlesischen Bergund Htittenwesens 1741 bis 1806 - (1805)

dlatego data 1797 nie jest pewna tylko prawdopodobna.

do spisu treści
 


 

Modlitwa o słuchające i słyszące serce

Ojcze,
Spójrz na mój wewnętrzny odbiornik,
Który mi dałeś w dniu poczęcia.

Kiedyś był piękny i nowy
A teraz wciąż przerywa i trzeszczy,
I łapie wciąż jakieś obce,
Rozwrzeszczane rozgłośnie.

A gdy już złapie Twoją falę,
Przeciwnik zagłusza ją bezlitośnie
I krótko cieszę się Twoją audycją.

Tak, wiem
Nie dbałam o niego,
Dłubałam w nim wiele,
A nawet z gniewem rzucałam o ziemię.

To cud, że działa w ogóle
Od czasu do czasu.
 

Tak, wiem
Nie zasłużyłam na nowy,
Lecz ja nie mogę dziś normalnie żyć,
Gdy Cię nie słyszę.

Nie znoszę najmniejszej przerwy w emisji
I ginę,
Gdy Ty nie zapewniasz mnie
Nieustannie,

Że jestem wciąż Twoim synem
I że kochasz mnie tak,
Jak w dniu poczęcia,
Gdy dałeś mi pierwszy odbiornik.

Dlatego stwórz we mnie
Ojcze Serce czyste.

do spisu treści
 


 

Pielgrzymka po sanktuariach Europy
c.d.

Wspomożenia Wiernych, po zatłoczonych ulicach Turynu piechotą udaliśmy się do Katedry św. Jana Chrzciciela, gdzie w specjalnej kaplicy przechowywany jest Całun Turyński. Tkanina - płachta, w którą Pan Jezus owinięty był w grobie. Całun na widok publiczny wystawiany jest tylko przy szczególnych okazjach. Klęcząc u stóp tej kaplicy i modląc się, mieliśmy okazję prosić Pana Jezusa, aby już nikt nigdy na świecie nie musiał znosić takich cierpień jak on. Całun o mało nie został zniszczony przez pożar. Uratował go, wynosząc z płonącej kaplicy turyński strażak. My nie mieliśmy okazji oglądać jego oryginału, w zamian za to, przy wejściu do katedry, oglądaliśmy jego kopię oryginalnej wielkości. Z katedry udaliśmy się na centralny plac Turynu, gdzie mieliśmy okazję podziwiać bardzo piękny pałac książąt sabauckich, ratusz turyński" Plazza delia Regione", co jak tłumaczył z pilot oznacza "pałac rozumu". Spacerując po centrum Turynu odwiedziliśmy kościół Św. Wawrzyńca, w którym spotkał nas miły polski akcent - jeden z jego bocznych ołtarzy poświęcony jest naszej Matce Boskiej Częstochowskiej. Po powrocie do autokaru, jadąc bardzo długą ulicą Juliusza Cezara, opuściliśmy Turyn.

l lipca za cel naszego pielgrzymowania obraliśmy sobie Katedrę w Mediolanie i Bazylikę św. Antoniego w Padwie. W autokarze, po porannej modlitwie, pan Franek - pilot zapoznał nas z historią Mediolanu i tym, co będziemy mogli w Katedrze zobaczyć. Jedna z uczestniczek naszej pielgrzymki, która wcześniej opowiadała nam o Hiobie, zapoznała nas z architekturą i historią jej budowy. Mediolan przywitał nas wieżowcami ze szkła i stali oraz szczelnie wypełnionymi przez samochody ulicami. To piękne, ogromne i bogate miasto ze swoją historią, architekturą, muzeami, wspaniałymi nowoczesnymi budowlami i przemysłem nazywane jest również Nowym Jorkiem Europy. Po zaparkowaniu autokaru udaliśmy się na ogromny plac katedralny. Plac ten pamięta również niechlubną, bo faszystowską część historii Włoch.

To właśnie na tym placu twórca włoskiego faszyzmu Benito Mussolini - (Ducze) z balkonu przylegającego do placu budynku zagrzewał włoskich faszystów do działań, które ludziom i światu wyrządziły tyle krzywd. Za to włoscy partyzanci, wymierzając sprawiedliwość, rozstrzelali go, a ciało głową w dół powiesili na jednej ze stacji benzynowych Mediolanu. Katedra w Mediolanie jest największą na świecie katedrą wybudowaną w stylu gotyckim. Budowano ją przez 500 lat (1386 - 1813). Na szczególną uwagę zasługuje jej dach, ze swoimi 135 strzelistymi rzeźbami, ścieżką widokową biegnącą po jego obrzeżach i ogromnymi, ciężkimi kamiennymi konstrukcjami. Widząc to wszystko człowiek zadaje sobie pytanie, jak to zostało zrobione skoro pomimo upływającego czasu i ogromnych ciężarów, tak się to wszystko "świetnie trzyma". Wchodząc do jej wnętrza zostaliśmy poddani kontroli czy przypadkiem nie wnosimy do niej przedmiotów mogących wyrządzić krzywdę zwiedzającym i dokonać zniszczeń w jej wnętrzu. Zwiedzając Katedrę mieliśmy okazję modlić się przy przepięknym głównym ołtarzu, podziwiać umieszczoną pod sklepieniem największą relikwię Katedry - gwóźdź z Krzyża Chrystusa, który opuszczany jest jedynie w Święto Podniesienia Krzyża przy pomocy specjalnego mechanizmu wymyślonego i skonstruowanego przez samego Leonarda da Vinci. Pochyliliśmy się nad sarkofagiem ze szczątkami Św. Boromeusza oraz wysłuchaliśmy historii o Biskupie św. Ambrożym, który w IV wieku w ogromnym stopniu przyczynił się do tego, by Mediolan stał się znaczącym ośrodkiem chrześcijaństwa. Podziwialiśmy figurkę św. Bartłomieja obdartego ze skóry, którą przewieszono mu przez ramię i bark oraz podziwialiśmy najstarszy kalendarz słoneczny, na którym promienie słoneczne przez specjalne otwory odmierzają dni, miesiące i pory roku. Potem y windą wyjechaliśmy na dach katedry, aby podziwiać kunszt jej budowniczych. Wśród 135 rzeźb mogliśmy oglądać panoramę Mediolanu.

Ciąg dalszy w następnym wydaniu "Znaku Pokoju"

Janusz Milion
Redakcyjny Dziadek

do spisu treści
 


 

Jak dalej żyć po bolesnej stracie bliskiej osoby

Nasze codzienne życie można by porównać do ziemskiego raju, pełnego radości i przepełnionego nadzieją życia oraz optymizmu na następne jutro. Za bardzo skupieni na sprawach codzienności zapominamy, że w samym środku naszego życia czai się śmierć. Nie chcemy mieć z nią nic wspólnego, bo umieranie jest budzi grozę samotnej wędrówki do nieznanej krainy. Myśl o śmierci ma inny wymiar, jeżeli wierzymy w życie wieczne. Nikt z nas nie jest przygotowany na śmierć bliskich i zupełnie nie ma znaczenia czy chorowali, czy też odeszli nagle. Czasami po ich utracie nasze serca krwawią przez wiele lat, a niektórzy nie mogą pozbierać się do końca życia, które staje się dla nas udręką. Utratę ukochanej osoby każdy z nas przeżywa inaczej, jednak bez względu na czas trwania naszej rozpaczy, powinna ona dzielić się na etapy szoku, żalu oraz gotowości do dalszego życia. Nie da się na siłę żyć bez rozpaczy czy żalu, tak jakby nic się nie stało, ale też nie można rozpaczać przez całe życie. Nie ma jeden cudownej recepty na to, jak uporać się z bólem po jak kiedyś. Będzie inaczej, ale to niekoniecznie znaczy, że gorzej.

Mamy prawo do smutku i nie ma nic złego w tym, że płaczemy. Łzy pomagają nam oczyścić się z negatywnych emocji. Unikanie łez tylko spotęguje stan w jakim się znaleźliśmy, odrętwienia i ogromnej pustki. Im mocniej kochaliśmy daną osobę, tym bardziej nie potrafimy pogodzić się z tym, co się stało, to naturalna reakcja. Zdarza się, że tuż po utracie ukochanej osoby nie potrafimy płakać, jesteśmy obrażeni na wszystkich, zaczynamy bać się swoich reakcji. Takie myślenie nie jest normalne powinniśmy się wypłakać, co pozwoli pozbyć się gniewu i wyrzucić z siebie negatywne emocje, ukoić nerwy. Ale nie ma nic złego w powiedzeniu prawdy, że jest nam ciężko. Na pewno nie można udawać przed najbliższą rodziną i przyjaciółmi, oni przecież wiedzą ile dla nas znaczyła osoba zmarła, gdy przyznamy się do swojego cierpienia poczujemy ulgę.

Tęsknimy za osobami, które odeszły i których już z nami nie ma, ale nawet najsmutniejszym wspomnieniom otuchy dodaje czas, który leczy i zabliźnia rany.

Parafianka
 

do spisu treści
 


 

Jak żyć w zgodzie z Bogiem, by osiągnąć życie wieczne w niebie?

Kochane dzieci mamy już listopad. Dni stają się coraz krótsze i ponure. Ten miesiąc wprowadza nas w nastrój smutku i zadumy, tym bardziej że rozpoczyna się wspomnienie tych wszystkich nam najbliższych, którzy już od nas odeszli. W ten dzień Wszystkich Świętych wszyscy pójdziemy na cmentarz, żeby w ramach pamięci złożyć wieńce, kwiaty i zapalić znicze. Ten dzień to wyjątkowa oraz niepowtarzalna szansa, by pomóc naszym zmarłym w wędrówce do Boga. Wystarczą nasz szczere i gorące modlitwy, by dusze naszych bliskich zmarłych wybawić z czyśćca i umożliwić im pójście do nieba. Taki czas zastanowienia się nad przemijaniem jest potrzebny w życiu każdego człowieka. Zadajemy sobie pytanie, co jest dla nas najważniejsze, czy to wszystko co ziemskie nie przysłania nam Boga i drugiego człowieka? Czy troszczymy się o naszą duszę, aby kiedyś po śmierci osiągnąć niebo? Pamiętajmy, że nasze życie na ziemi nie będzie trwało wiecznie. Bardzo trudno jest myśleć o śmierci, ponieważ chcielibyśmy żyć jak najdłużej . Ale nikt z nas nie wie o tym, kiedy nadejdzie ta chwila. To wie tylko Pan Bóg, a do nas należy trwanie w gotowości do odejścia. Wszyscy mamy być przygotowani do tego momentu, zarówno dzieci, młodzież, jak i dorośli. Musimy być pojednani z Bogiem i oczekujący na spotkanie z nim "twarzą w twarz". Dlatego też nie bójmy się śmierci, ale starajmy się żyć w zgodzie z Bogiem.

Kochajmy Boga całym sercem, wypełniając jego przykazania i jego wolę, troszczymy się o bliźnich, korzystajmy regularnie z sakramentów świętych, modląc się każdego dnia sercem i miłością. W ten sposób Kościół chce nam przypomnieć, że świętość jest powołaniem każdego z nas. Natomiast święci mają być dla nas wzorem do naśladowania. Ich drogi do nieba były różne, zmagali się z pokusami i słabościami, tak jak każdy z nas, ale nie poddali się, zawsze byli pełni ufności, radości i osiągnęli swój cel. Zachęcam was do poznawania świętych, ich życiorysów oraz zwracania się z prośba do nich, aby wypraszali łaskę świętości i całkowitego zawierzenia Bogu.

W listopadzie szczególnie modlimy się za zmarłych, więc wspierajmy codzienną modlitwą zmarłych z naszych rodzin oraz dusze w czyśćcu cierpiące. Ci, którzy od nas odeszli sami nie potrafią sobie pomóc, jedynie nasz modlitwa może im przynieść ulgę. Dzień Wszystkich Świętych to jest uroczystość obchodzona ku czci wszystkich zmarłych, którzy są już w niebie i cieszą się z tego że mogą być już razem z Bogiem. My w tym dniu, ku ich pamięci, zapalamy znicze, które są symbolem naszej wiary w zmartwychwstanie oraz przynosimy kwiaty, będące symbolem miłości i życia wiecznego, a także zwycięstwa nad śmiercią.

Wasz Przyjaciel Marek
 

do spisu treści
 


 

Festyn szkolny w Czernicy

Takiej okazji nie można było przegapić. Po kilkudziesięciu latach szkoła w Czernicy doczekała się wreszcie sali gimnastycznej z prawdziwego zdarzenia! Piękny budynek wzbudzał ciekawość już wiele miesięcy przed oddaniem do użytku, ale na własne oczy można było zobaczyć jak hala prezentuje się także w środku dopiero 20 września. Tego dnia odbyło się otwarcie sali dla mieszkańców Czernicy i Łukowa Śl. Z okazji tak ważnego wydarzenia Rada Rodziców z Dyrektorem Szkoły Eugeniuszem Brodniakiem i nauczycielami przygotowała festyn szkolny. Szczytnym celem imprezy było zebranie funduszy na wyposażenie sali w nowy, zgodny z wymaganiami i potrzebami szkoły sprzęt sportowy.
Rodzice stanęli na wysokości zadania, przygotowali sporo atrakcji: fanty, nagrody rzeczowe, ufundowane przez sponsorów, ciepły i słodki poczęstunek. Wcześniej rozprowadzali wśród mieszkańców obu wsi cegiełki na wspomniany cel. Przybyli też licznie na uroczystość otwarcia, by finansowo wspomóc szkołę, a także zobaczyć na nowiutkiej scenie występy swoich pociech.
Program artystyczny przygotowany przez młodzież szkolną i dzieci z przedszkola był bardzo różnorodny i potraktowany na wesoło. Pokazali się prawie wszyscy uczniowie, niektórzy wielokrotnie. Na samym początku wzruszyły widzów przedszkolaki, które z panią Elżbietą Tulec popisywały się umiejętnościami wokalno tanecznymi. Zebrani mogli podziwiać występy taneczne uczennic klas VI i V, posłuchać piosenek wykonanych w języku angielskim przez dzieci z klas II i III, podszlifować niemiecki z wykonawcami scenki z klas IV i V, poruszać się w rytmie samby z pierwszakami. Duże uznanie widzów zdobył występ drugoklasistów, profesjonalnie przygotowanych do odegrania nowoczesnej wersji baśni o Kopciuszku.

W romantyczny nastrój wprowadziło zebranych wykonanie piosenki a'capella przez młodych mężczyzn z klasy V. Ostatnim punktem programu był teatrzyk śląski, składający się z dwóch części. W pierwszej pt. "Spełnione życzenia" wystąpili artyści z klasy VI, w drugiej, równie zabawni, ich młodsi koledzy z klasy III, prezentujący sztukę pt. "K jak Krasnoludki". Do tego doszły jeszcze śmieszne wice opowiadane gwarą przez prowadzące całość trzy klachule: Trudkę, Fridkę i Andzię oraz dwóch karlusów - Antka i Francka. No i na zakończenie widzowie zostali zaskoczeni widokiem małego Murzynka, o którym piękną gwarą opowiadali uczniowie trzeciej klasy.

Po części artystycznej można było pokrzepić się przysmakami przygotowanymi przez rodziców, a dzieci uczestniczyły w konkurencjach i zabawach sportowych jak na salę gimnastyczną przystało!) z nagrodami. Dla najmłodszych dużą atrakcją było malowanie twarzy, mimo protestów rodziców, którzy nie wyobrażali sobie jak następnego dnia pójdą do kościoła z zamienioną w kotka pociechą.

Tego dnia, mimo niekorzystnej aury na dworze, w czernickiej szkole było gorąco! Wszyscy cieszyli się z oddania tak pięknej sali, z której korzystać będą mogli także dorośli. Wprawdzie pogoda pomieszała nieco szyki organizatorom i niektórych punktów programu nie można było zrealizować, mimo to festyn szkolny na pewno należał do udanych, co zawdzięczamy wspólnemu wysiłkowi rodziców, uczniów i nauczycieli. A teraz wszyscy możemy do woli korzystać z dobrodziejstwa posiadania hali z prawdziwego zdarzenia i nie musimy zazdrosnym okiem spoglądać w stronę Szczerbic czy Pieców.

Aleksandra Tkocz

do spisu treści
 


 

Posłanka Pana Boga

Za morzami, za rzekami,
za górami, za lasami,
Za cmentarnym ciemnym borem
mieszka Śmierć ze swoim dworem.

Pałac ten, choć bardzo skromny,
rygor bywa w nim ogromny.
Ważna pani Śmierć - dziewica,
co pobladłe miewa lica,
władzę potężną piastuje,
bo w swym dworze premieruje.

Różne służby więc posiada,
wszak nie wszystkim sama włada.
Są tam: wichry, burze, szatani,
mordercy i narkomani,
ci, co zowią się szoferem,
doradcą i menadżerem
i są jeszcze ministrowie,
co o ludzkie dbają zdrowie
i oszuści i szamani
z podłych rzeczy w świecie znani.

Całą dobę dworzan rzesza,
pośród ludzi ciągle miesza,
co dla Śmierci jest pomocą,
bo codziennie, nawet nocą,
straszny wszędzie sieją zamęt,
po nich tylko płacz i lament.

Gdy człek płacze zatroskany,
to Śmierć chyżo idzie w tany
i znów swoim wzrokiem wodzi,
nawet tam, gdzie żyją młodzi.
Kosi kosą, że aż z czasem
coraz dłuższy miewa zasięg.

I choć bywa przeznaczeniem,
duchem, cieniem, życia tchnieniem,
dotyk jej to straszna trwoga jest posłanką Pana Boga!

I tak każdy dzień po dzionku
Śmierć gazduje w swoim domku.
A gdy zapada wieczór cichy,
Na kominku ogień lichy,
za oknami smutno, mglisto
Śmierć się skrada z długą listą.

Za morzami, za rzekami
Za górami, za lasami
Za cmentarnym ciemnym borem
na łów rusza Śmierć ze swym dworem.

Krystyna Mandrysz
 

do spisu treści