RZYMSKOKATOLICKA PARAFIA NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY
KRÓLOWEJ POLSKI w CZERNICY
__________________________________________________________________________________________________________________

Artykuły archiwalne Znaku Pokoju  -  172/2015  /  czerwiec

 

Kliknij w miniaturę okładki, aby przejść do dużego formatu


Spis streści:

- Oto jestem z wami...

- Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa
- Nabożeństwa w plenerze
- Dawno zapomniane - na nowo odkryte
- Międzygminny Konkurs Recytatorski
- W dokumentach historycznych
- Dzielimy się tym, co mamy...
- Czerniccy malarze obrazu Jezu ufam Tobie

- Okiem szarego człowieka, czyli jak ja to wszystko rozumiem
- Nekrologi
 

 

Oto jestem z wami...

Cuda Eucharystyczne

Święty Tomasz z Akwinu powtarzał: „Eucharystia sama w sobie jest największym cudem”. Lecz ten najwspanialszy z cudów kryje w sobie tajemnicę, która całkowicie umyka naszym zmysłom: wzrokowi, smakowi, dotykowi... Bóg tak wielki, a ukryty pod tak małą drobiną chleba! Jak pojąć ten jedyny w swoim rodzaju cud, który dokonuje się w momencie konsekracji chleba oraz wina? To przerasta naturalne możliwości rozumu.

Podczas Mszy słyszymy słowa Jezusa wypowiadane ustami kapłana: „To JEST MOJE CIAŁO”. Tyle powinno wystarczyć - dla wiary. Czasami jednak wiara w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii przeżywa rozmaite kryzysy. Przychodząc z pomocą naszej niedoskonałej wierze Bóg dokonuje znaków nadzwyczajnych, które nazywamy CUDAMI EUCHARYSTYCZNYMI. Nie po to, aby wiarę zastąpić doświadczalną pewnością, lecz aby natchnąć wiernych do większej aktywności.

W ciągu 1250 lat, od roku 750 do naszych czasów, w różnych miejscach na świecie odnotowano 132 cuda eucharystyczne, zbadane i uznane za autentyczne.

Bardzo spektakularny cud miał miejsce za pontyfikatu Grzegorza Wielkiego. W momencie kiedy papież rozdawał Komunię św., zbliżyła się pewna kobieta i roześmiała się w głos. Papież odmówił udzielenia jej Komunii. Po zakończeniu liturgii zażądał od kobiety wyjaśnienia jej dziwnego zachowania. Kobieta rzekła: „Śmiałam się, gdy usłyszałam, że jest to Ciało Chrystusa. Przecież to ja sama wyrobiłam ten chleb moimi własnymi rękoma!”. Papież Grzegorz ukląkł i zwrócił się do wszystkich obecnych, aby modlili się o wiarę dla kobiety. Nieoczekiwanie Hostia, która spoczywała na ołtarzu, zamieniła się w autentyczne ciało. Ujrzawszy je, kobieta doznała nagłego nawrócenia.

Cud z roku 770 w Lanciano we Włoszech należy z pewnością do najbardziej znanych. Pewien mnich z VIII wieku, odprawiając Mszę św., zaczął wątpić w rzeczywistą obecność Chrystusa. Nagle ujrzał Hostię zmieniającą się w Ciało, a wino w Krew. Święta Krew, która w swej zakrzepniętej postaci tworzy pięć nieregularnych bryłek, do dziś jest przechowywana i czczona w pięknym relikwiarzu w miejscowym kościele św. Franciszka. Przez dwanaście wieków nie uległa ona nawet najmniejszemu zepsuciu. Relikwię poddano analizom naukowym. Badania z początku lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku przyniosły następujące rezultaty: Krew jest prawdziwie krwią ludzką, a zachowana cząstka ciała jest częścią mięśnia sercowego. Pochodzą one od tej samej osoby, mającej grupę krwi AB (krew na Całunie Turyński jest tej samej grupy). Proteiny w krwi są rozmieszczone w sposób normalny i w stosunku identycznym do tego, który występuje w każdej zdrowej krwi ludzkiej.

Kolejne stwierdzone przypadki cudów eucharystycznych pochodzą głównie z Włoch, gdzie w okresie od roku 1000 do 1772 stwierdzono ich 16. Do najsławniejszych z nich należą zdarzenia w Trani z 1000 r., Ferrarze (1171 r.), Alatri (1228 r.), we Florencji (1230 r. i 1595 r.), w Bolsenie (1264 r.), Offidzie (1273 r.), Maceracie (1356 r.), Turynie (1453 r.), Asti (1535 r. i 1718 r.), Sienie (1730 r.) i San Pietro a Patierno (1772 r.). Cuda eucharystyczne działy się też m.in. w Niemczech, we Francji i w kilku krajach środkowoeuropejskich.

Podobne zdarzenie odnotowano w 1984 r. w Watykanie w czasie Komunii św., której Jan Paweł II udzielał w swej prywatnej kaplicy grupie pielgrzymów z Azji. Gdy Komunię przyjmowała pewna Koreanka, hostia stała się kawałkiem ciała ludzkiego. Ojciec Święty w głębokim milczeniu pobłogosławił kobietę i udzielał dalej Komunii.

Cud eucharystyczny w Buenos Aires. 18.VIII.1996 r. ks. Alejandro Pezet odprawiał mszę. Pod koniec udzielania Komunii św. podeszła do niego kobieta, informując, że z tyłu kościoła na świeczniku leży porzucona Hostia. Ksiądz poszedł we wskazane miejsce i zobaczył sprofanowaną Hostię. Była tak pobrudzona, że nie mógł jej spożyć. Włożył ją do naczyńka z wodą i schował do tabernakulum w kaplicy Najświętszego Sakramentu. Kiedy 8 dni później otworzył tabernakulum, stwierdził ze zdziwieniem, że Hostia zamieniła się w krwistą substancję. Poinformował o tym kardynała Jorgego Bergoglio (obenie papieża Franciszka), który polecił wykonanie profesjonalnych zdjęć. Zdjęcia Hostii wykonano również 6 września. Widać na nich wyraźnie, że Hostia, która zamieniła się w zakrwawione ciało, znacznie się powiększyła. Przez kilka lat przechowywano ją w tabernakulum, trzymając całą sprawę w tajemnicy. Ponieważ Hostia nie ulegała degradacji, postanowiono poddać ją naukowym badaniom. 5.X.1999 r. w obecności przedstawicieli ks. kardynała z Hostii, która stała się cząstką zakrwawionego ciała, dr Castanon pobrał próbkę. Przesłano ją naukowcom w Nowym Jorku, celowo nie informując o jej pochodzeniu, aby niczego nie sugerować. Nowojorski kardiolog i patolog medycyny sądowej stwierdził, że badana substancja jest ludzkim ciałem i krwią, w której obecne jest ludzkie DNA. Oświadczył, że "badany materiał jest fragmentem lewej komory mięśnia sercowego. Mięsień sercowy jest w stanie zapalnym, znajduje się w nim wiele białych ciałek. Wskazuje to na fakt, że to serce żyło w chwili pobierania wycinka”.

Wielkie zainteresowanie budzi również wydarzenie w polskiej Sokółce. Choć znak ten nie został do tej pory uznany za zdarzenie nadprzyrodzone, Kuria w Białymstoku wydała komunikat następującej treści: „(…) zakończyła swoje prace Komisja Kościelna powołana przez Ks. Abpa Edwarda Ozorowskiego do zbadania zjawisk eucharystycznych w Sokółce. Przebadała ona świadków wydarzeń i orzeczenia patomorfologów. Stan rzeczy wygląda następująco:
1. Dnia 12.X.2008 roku księdzu udzielającemu Komunii św. wypadł z puszki Komunikant. Podniósł go i umieścił w vasculum przy tabernakulum. Po Mszy św. przeniesiono zawartość vasculum do naczynia w sejfie w zakrystii. Dnia 19.X 2008 roku po otwarciu sejfu zobaczono na zanurzonym Komunikancie plamę, sprawiającą wrażenie krwi. Dnia 29.X.2008 roku naczynie z Komunikantem przeniesiono do tabernakulum w kaplicy na plebanii. Następnego dnia Komunikant wyjęto z wody i położono na korporale w tabernakulum.
2. Dnia 7.I.2009 roku z Komunikantu pobrano próbkę, która następnie została niezależnie zbadana przez dwóch profesorów specjalistów patomorfologów z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Wydali oni zgodne orzeczenie, które brzmi: "przysłany do oceny materiał (...) w ocenie dwóch niezależnych patomorfologów (...) wskazuje na tkankę mięśnia sercowego, a przynajmniej, ze wszystkich tkanek żywych organizmu najbardziej ją przypomina".

korporał z Sokółki


Każdego dnia na wszystkich ołtarzach świata dokonuje się cud największy z możliwych, cud przemiany chleba i wina w prawdziwe Ciało i Krew Jezusa Chrystusa. Chociaż przyjmując Komunię świętą możemy dotykać Go tylko przez wiarę, zbliżamy się do prawdziwego Jezusa, którego kiedyś zobaczymy twarzą w twarz. Ta myśl niech będzie nam szczególnie bliska w czerwcu - miesiącu Eucharystii.

ks. Eugeniusz
Przygotowując artykuł korzystałem m.in. z opracowań zamieszczonych w „Miłujcie się”.
 

o spisu treści

 


 

Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa

Jak maj uważany jest za miesiąc maryjny, podobnie czerwiec uznaje się za specjalny miesiąc, w którym czcimy Serce Pana Jezusa. Kult ten należy do pobożności ludowej. Prosty lud już w poprzednich pokoleniach miłością serca wyczuwał, że jedynie w całej pełni miłością jest tylko Bóg. On jest kochającą Osobą, płonącą gorącą miłością do swoich stworzeń. Zarówno Biblia i teologia Kościoła są w tym jednomyślne, uzasadniają istnienie tego kultu w jego uświęcającym rozwoju od XVII wieku.

Dlaczego czerwiec?
Na pewno nie z powodu pogody, jak w przypadku Maryi wiosenne przebudzenie przyrody sprawiło, że maj poświęcono Najświętszej Maryi Pannie. Czerwiec, jakkolwiek jest piękny, dał genezę kultowi Sercu Pana Jezusa z racji objawienia, które miało miejsce w czerwcu w roku 1675 w Paray le Monial w klasztorze Sióstr Wizytek. Tą łaską obdarował Jezus siostrę zakonną Małgorzatę Marię Alacoque, skromną wizytkę.
Objawienie to, należące do ostatniego z czterech wielkich objawień, jakie otrzymała mistyczka francuska miało miejsce w piątek po oktawie Bożego Ciała. Życzeniem objawiającego się Jezusa było, by obchodzono Święto ku czci Jego Serca, właśnie w ten pierwszy piątek czerwca po oktawie Bożego Ciała. Pan Jezus objawił, że Jego życzeniem jest, by poprzez przyjętą Komunię św. i pobożne nabożeństwo, wynagrodzić Bogu za zniewagi i krzywdy Mu wyrządzone przez grzechy świata.
Jak wynika z Objawień, czerwiec wydaje się być miesiącem wybranym przez samego Boga.
Wspomniane Objawienie należy do gatunku objawień prywatnych w odróżnieniu od objawień publicznych, które skończyły się z chwilą śmierci ostatniego Apostoła, czyli świadka życia Jezusa, którym był św. Jan Apostoł (+96 r.). Objawienia prywatne mają miejsce w każdym czasie i obowiązują tylko tych, którzy je otrzymali. Cały przekaz czterech wielkich Objawień, jakie otrzymała św. Małgorzata w latach 1673-1675 dotyczył roli Serca Jezusowego dla zbawienia świata i nas oraz formy Jego czci.

Dlaczego Serce Pana Jezusa?
Ktoś może słusznie się zastanawiać: dlaczego Kult Serca Jezusa, skoro nigdy nie zostało Ono, za życia Jezusa szczególnie uwypuklone? Znane są Jego rany, cierniem ukoronowana Jego głowa, ale serce? Właśnie z ran Jezusa, a właściwie z piątej rany wypłynęła krew i woda: „Lecz kiedy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok. I natychmiast wypłynęła krew i woda. Zaświadczył to ten, który widział a świadectwo jego jest prawdziwe. On wie, że mówi prawdę, abyście i wy wierzyli” (J 19,33-35).  Przebicie boku Jezusa na krzyżu. a zarazem przebicie Jego serca, było faktem anatomicznym i prawnym - bo urzędowym stwierdzeniem Jego prawdziwej śmierci, a nie klinicznej i pozornej tylko. Rzeczywista śmierć Jezusa - jest faktem teologicznym, gdyż w niej dokonało się Odkupienie ludzkości - Bóg Ojciec przyjął Jezusa jako Ofiarę przebłagalną na nasze wieczne zbawienie. Rzeczywista śmierć Jezusa była jakby gwarantem Jego zmartwychwstania ze śmierci do nowego, wiecznego życia w chwalebnym ciele, które nie podlega już śmierci. Zmartwychwstały żyje na wieki i sprawia w swoim Kościele Sakramenty dla naszego uświęcenia i zbawienia. Do nich należy Eucharystia i kult Najświętszego Serca.

Rzeczywista śmierć Jezusa, a zwłaszcza przebicie Jego serca ma charakter również proroczy w interpretacji Ojców Kościoła. Mianowicie krew i woda, które wypłynęły z serca Jezusa symbolizowały Sakramenty - woda symbolizuje sakrament chrztu, a krew Sakrament Eucharystii. Interpretacja tego wydarzenia wskazuje na miłość, jaką obdarza nas Bóg, a symbolizuje ją Serce Jezusowe, miłością żywi nas Bóg w Najświętszej Eucharystii.

W czasie trzeciego objawienia Pan Jezus polecił św. Małgorzacie, by w pierwsze piątki miesiąca przyjmowała Komunię św. w duchu wynagrodzenia za wszelkie niewdzięczności okazywane Zbawicielowi, a zwłaszcza za zniewagi Najświętszego Sakramentu. Z przyjmowaniem Komunii św. przez dziewięć kolejnych pierwszych piątków miesiąca, Jezus związał obietnicę: Kto wypełni tę obietnicę w chwili śmierci otrzyma łaskę pojednania się z Bogiem i nie umrze bez Sakramentów. Jest to jedna z tzw. dwunastu obietnic Serca Jezusowego. Cześć oddawana obrazowi Bożego Serca jest również formą kultu. Obraz przedstawia Zbawiciela wskazującego na swoje Serce. Druga ręka Jezusa podniesiona jest w geście błogosławieństwa.

Z okazji stulecia poświęcenia ludzkości Najświętszemu Sercu Jezusa, św. Jan Paweł II, napisał w specjalnym liście: „Wzywam wszystkich wiernych, aby nadal gorliwie pielęgnowali kult Najświętszego Serca Pana Jezusa, przystosowując go do naszych czasów; ażeby dzięki temu mogli nieustannie czerpać z Jego niezgłębionych bogactw i umieli z radością na nie odpowiadać, miłując Boga i braci, znajdując pokój, wchodząc na drogę pojednania i umacniając swą nadzieję, że kiedyś będą żyć pełnią Boga we wspólnocie ze wszystkimi świętymi”.

Słowa Ojca Świętego niech stają się programem nie tylko na czerwiec, ale na całe życie małżeństw i rodzin i całej naszej parafii.

Ks. Ryszard

do spisu treści

 


 

Nabożeństwa w plenerze

Kaplica św. Jana Nepomucena w Łukowie Śl. znajduje się u zbiegu ulic Jana i Wolności, wybudowana została w pierwszych latach XX wieku. Powstała w miejscu drewnianej kaplicy, która spłonęła w 1914 roku.  Kaplica jest charakterystycznym punktem, znajdującym się w centralnym miejscu wsi.

W okresie swojego 100-letniego istnienia była wiele razy remontowana i odnawiana. W roku 2002 z inicjatywy Rady Sołeckiej z sołtysem na czele, z datków zebranych wśród mieszkańców, wykonano remont schodów prowadzących do kapliczki oraz odmalowano jej wnętrze. Kolejny, bardziej znaczący remont obejmujący wymianę drzwi wejściowych, odnowienie wnętrza, remont dachu oraz malowanie elewacji wykonano w roku 2008 z inicjatywy ks. proboszcza E. Twardocha oraz funduszy parafialnych. W ubiegłym roku kaplica obchodziła 100-lecie swojego istnienia. Z tej okazji kolejny raz odnowiono elewację budynku. Obecnie z inicjatywy p. Starosty Damiana Mrowca, mieszkańca Łukowa Śl. i współudziale Rady Sołeckiej, na kamieniu przed kaplicą, umieszczona zostanie tablica z krótką historią obiektu. To kolejna społeczna inicjatywa podnosząca prestiż tego miejsca.

Kaplica od zawsze służyła mieszkańcom Łukowa Śl. W przeszłości zdarzały się także nabożeństwa różańcowe. Okazjonalnie w kaplicy sprawowana jest ofiara mszy świętej. Tak też było w roku 2014 z okazji 100 rocznicy istnienia kaplicy. Kiedy trasa Bożego Ciała przebiega ulicami Łukowa Śl., przy kapliczce przygotowywany jest ołtarz lub sprawowana jest Msza św. na rozpoczęcie procesji. Dzwon na kaplicy oznajmia o śmierci mieszkańca wioski, jest to swoiste pożegnanie odchodzącego. To najsmutniejsza forma jaką spełnia łukowska kapliczka.

Aby kaplica należycie funkcjonowała i służyła mieszkańcom na co dzień zaangażowanych jest wiele osób. Rodzina pp. Procek, której posesja graniczy z obiektem sakralnym, rodzina pp. Kolosko, pp. Mielimąka i pp. Grzelec oraz pani Monika Zimoń od wielu lat dbają o czystość wokół i wewnątrz kaplicy. Wietrzą pomieszczenie, przygotowują do nabożeństwa, uruchamiają dzwon na kaplicy. Dawniej dzwoniła p. Klara Procek, obecnie pałeczkę przejął syn Jan Procek. Jeżeli rodzina z chwilą śmierci bliskiej osoby życzy sobie, by dzwon zabił na pożegnanie mieszkańca Łukowa Śl., zgłasza prośbę u państwa Procek.

Wszystkim, którym dbałość o miejsca kultu religijnego oraz naszej historii leżą na sercu, winni jesteśmy podziękowania.

 
 

W maju, w czwartkowe popołudnia gromadzą się wierni parafianie na nabożeństwach majowych.
 

E.K.

do spisu treści

 


 

Dawno zapomniane - na nowo odkryte

Ideą Nocy Muzeów jest udostępnianie zwiedzającym, w godzinach wieczornych i nocnych, muzeów i galerii oraz instytucji związanych z kulturą – za darmo lub za symboliczną opłatą. W Europie Noc Muzeów odbywa się co roku w majowy weekend, w okolicy 18 maja – w dniu tym bowiem od 1977 roku obchodzimy Międzynarodowy Dzień Muzeów. Pierwsza Noc Muzeów odbyła się w Berlinie w 1997 roku i sukcesywnie dołączały do tej inicjatywy inne państwa europejskie. Polska zainaugurowała ten rodzaj imprezy w 2003 roku.
Smak Europy dotarł także do Czernicy, gdyż członkowie Stowarzyszenia Działań Lokalnych „Spichlerz” już po raz drugi zorganizowali Noc Muzeów w naszej wsi. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że Czernica nie posiada ani muzeum, ani galerii. Impreza zdążyła się już jednak wpisać w lokalny kalendarz imprez. Liczba uczestników, ponad 300 osób, utwierdza w przekonaniu, że tego typu inicjatywy cieszą się zainteresowaniem. Zorganizowane wydarzenie miało na celu podkreślenie nie tylko obszaru, w którym działa Stowarzyszenie, a więc chęć kształtowania tożsamości lokalnej w oparciu
o szacunek wobec ludzi i miejsc, ale stanowiło także nietuzinkową promocję naszego dziedzictwa. Stowarzyszenie odpowiedziało zatem na społeczną potrzebę – i udało się. 15 maja 2015 roku w godzinach od 20.00 do 24.00 nasza wieś przeżywała oblężenie zapalonych Poszukiwaczy lokalnych tajemnic – nie tylko mieszkańców gminy, ale także przyjezdnych gości z ościennych miejscowości.
Uczestnicy gry zostali przywitani przez Michaela Roth – potomka barona Hugo von Roth, a tym samym wtajemniczeni w jego zamiary. Na podstawie odnalezionej kartki z pamiętnika swojego dziadka – Michael dowiedział się o istnieniu niezwykłego pierścienia. O pomoc w odnalezieniu rodzinnego klejnotu poprosił właśnie mieszkańców Czernicy i przyległych sołectw, gdyż tylko oni są świadomymi powiernikami lokalnej historii. Odnalezienie pierścienia jest możliwe tylko w jedną, jedyną noc w roku, kiedy na czernickich bezdrożach pojawiają się duchy z przeszłości. Wyłącznie na podstawie ich wskazówek odważny Odkrywca może dotrzeć do ukrywanego przez całe lata pierścienia. Poszukiwacz musi jednak odznaczyć się szlachetnym sercem i umysłem. Uczestnicy wydarzenia, na podstawie otrzymanej mapy i kartki z pamiętnika wyruszają w drogę. Napotykają oni dawnych mieszkańców wsi, dowiadują się o nieistniejących już budynkach i miejscach świadczących o dziedzictwie kulturowym Czernicy, natrafiają na Utopka oraz Skarbka – strażników śląskich podań, tradycji i zwyczajów. Tym sposobem Poszukiwacze pierścienia mogli posmakować specjałów ostatniego karczmarza czernickiego – Karola Pytlika, pomóc w łowieniu ryb pracownikom dworu i usłyszeć szum zarośli oraz odgłosy dzikiego ptactwa zamieszkującego w szuwarach nieistniejących już czernickich stawów, a także zmielić na żarnach pszenicę nieopodal spichlerza – perełki architektury drewnianej, która cieszyła oko jeszcze do 2007 roku. Przypieczętowaniem poszukiwań był własnoręczny podpis złożony w kronice, w obecności dwóch notariuszy barona, rezydujących w dawnym budynku gminy, który znajdował się owego czasu przy ulicy Starej w Czernicy. Nieopodal skrybów barona przechadzał się sam Fryderyk von Sack – niegdysiejszy właściciel kopalni Charlotte oraz majątku ziemskiego w Czernicy. Wprawny obserwator mógł dostrzec, że Fryderyk podczas spaceru upodobał sobie niewielkie obniżenie terenu przy ulicy Starej – to tajemnicze i wyjątkowe alte pinge. W wolnym tłumaczeniu „alte pinge” oznacza tyle, co „stary dół”, czyli wyrobisko, pozostałość po eksploatacji złóż gipsu wydobywanego prawdopodobnie już w XVIII wieku właśnie w Czernicy. Skoro o tym mowa, to oczywistym było napotkanie górników pracujących w kopalni węgla kamiennego oraz wydobywających gips. Niespodziewanie na drodze pojawił się także Jaroslav Gucman – lotnik czechosłowacki, którego samolot rozbił się na terenie Czernicy w kwietniu 1945 roku.
U kresu wędrówki, Odkrywcy napotkali jeszcze wiejską kobietę odpoczywającą w cieniu starej kolumienki z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej. Jak głoszą podania – w tym miejscu baron von Roth, choć był protestantem – przystawał i zdejmował z szacunkiem kapelusz. Podróżnicy wykonali wiele zadań i poznali mnóstwo dawnych, czernickich historii. Z tego względu przyszedł moment odkrycia tajemniczego pierścienia. Na terenie Zameczku na znużonych Podróżników czekali już współcześni poszukiwacze pierścienia – astronomowie. Członkowie grupy Astrohunters pokazali uczestnikom wydarzenia jak wielką tajemnicą jest wszechświat, a dokładnie jeden gwiazdozbiór Lutni, który kryje w sobie Mgławicę Pierścienia będącą uosobieniem zaginionego skarbu barona Hugo von Roth. W tak doniosłej chwili musiał pojawić się sam baron, jako ucieleśnienie znikających obiektów i ludzi napotkanych podczas wędrówki czernickimi bezdrożami. Odwaga i upór stały się przyczynkiem do otrzymania przez każdego uczestnika Certyfikatu Poszukiwacza Lokalnych Tajemnic z Przeszłości, jako uhonorowanie podjętego trudu.
Członkowie Stowarzyszenia Działań Lokalnych dziękują za liczne uczestnictwo w wydarzeniu i zachęcają do ciągłego doświadczania dziedzictwa, zwłaszcza tego lokalnego – czyli najbardziej bliskiego i osobistego. Dziękujemy licznym Partnerom, prywatnym przedsiębiorcom, samorządom, organizacjom za wszelką pomoc w zorganizowaniu tak wielkiego przedsięwzięcia.

 
 

do spisu treści

 


 

Międzygminny Konkurs Recytatorski

14 kwietnia odbył się w naszej szkole Międzygminny Konkurs Recytatorski.
W murach czernickiej szkoły gościliśmy przedstawicieli klas I – III Szkół Podstawowych w Gaszowicach, Jejkowicach i Szczerbicach. Naszą placówkę reprezentowali zwycięzcy konkursu szkolnego: Lena Borowiecka z kl. I, Milena Pasierbska z kl. II i Karolina Gryt z kl. III.
Celem konkursu było rozbudzanie zainteresowań poetyckich dzieci, uwrażliwianie na piękno poezji oraz doskonalenie umiejętności recytatorskich. Konkurs obejmował wykonanie jednego wiersza na temat zdrowia. Jury powołane przez organizatorów oceniało dobór repertuaru, interpretację utworu, kulturę słowa oraz ogólny wyraz artystyczny. Wszyscy uczniowie reprezentowali wysoki poziom umiejętności recytatorskich i byli gorąco dopingowani przez wspaniałą publiczność z klas młodszych.

Przyznano następujące miejsca:

w kategorii klas I
I miejsce –Anna Bywalec SP Gaszowice
II miejsce –Lena Borowiecka SP Czernica
III miejsce –Roksana Bugdol SP Jejkowice

w kategorii klas II
I miejsce – Karol Skiba SP Szczerbice
II miejsce – Milena Pasierbska SP Czernica
III miejsce – Maciej Wojaczek SP Jejkowice

w kategorii klas III
I miejsce – Marcelina Bienek SP Gaszowice
II miejsce –Aleksandra Salwiczek SP Szczerbice
III miejsce – Karolina Gryt SP Czernica

Wszyscy recytatorzy otrzymali pamiątkowe dyplomy oraz nagrody książkowe, natomiast nauczyciele przygotowujący uczniów do konkursu – podziękowania.

Organizatorki Międzygminnego Konkursu Recytatorskiego serdecznie dziękują sponsorom oraz wszystkim uczniom i ich nauczycielom za udział w konkursie i zapraszają do udziału w jego kolejnej edycji. Uczniowie klas starszych startowali w Powiatowym Konkursie Recytatorskim „Mały OKR”, który miał miejsce w Czerwionce – Leszczynach. Reprezentanci naszej szkoły zostali tam docenieni i zdobyli wyróżnienia. Byli to - Sonia Święty z klasy V i Kacper Kałusek z klasy VI. Należą im się gratulacje za godne reprezentowanie szkoły i duży sukces w trudnej sztuce deklamacji.

Iwona Kwiatoń
 

do spisu treści

 


 

W dokumentach historycznych

Informacja o majątkach ziemskich w Czernicy i Łukowie z książki „Schlesisches Güter Adressbuch” Breslau 1921. Jest to ostatnia informacja o stanie i wielkości tych majątków przed przyłączeniem do Polski.

Czernica – dobra rycerskie
właścicielka: Albine von Roth z domu Adamietz oraz dzieci. Własność rodu od 1854 roku
inspektor: Johann Adamietz i 1 asystent
obszar 250 ha, w tym 180 ha gruntów ornych, 28,5 ha łąk, 9,5 ha lasów, 8 ha stawów, 10 ha pastwisk, 3 ha parku, 1 ha ogrodu, 1 ha zagajnika, 9 ha zabudowań dworskich itp.
Gipsołom z bocznicą kolejową, hodowla bydła wschodniofryzyjskiego i świń, gospodarka rybna, uprawa buraków i rzepaku.
Łuków – dobra rycerskie
właściciel: Johann Felbier, naczelnik urzędu okręgowego
inspektor Wilhelm Felbier
obszar 113 ha, w tym 95 ha gruntów ornych, 5 ha łąk, 4 ha lasu, 4 ha pastwisk, 2,6 ha stawów, 2 ha ogrodu, 0,4 ha zabudowań dworskich itp.
Hodowla czarnego bydła wschodniofryzyjskiego.

Andrzej Adamczyk
 

do spisu treści

 


 

Dzielimy się tym, co mamy...

Jak to na „Bajkowym Wzgórzu” w czernickim przedszkolu dużo się dzieje. Przedszkole po raz drugi przyłączyło się do projektu UNICEF-u „Wszystkie kolory świata”. Jest to działanie charytatywne organizowane w polskich szkołach i przedszkolach na rzecz najbiedniejszych dzieci z Afryki. W 2012 r. zbieraliśmy pieniądze na szczepionki dla dzieci z Sierra Leone, w tym na szczepionki dla dzieci z Sudanu Południowego. W tej edycji zebraliśmy aż 1280 zł., które już przekazano na konto UNICEF – u.
Jak przebiegała akcja? Chętni wychowankowie z rodzicami lub dziadkami uszyli wg szablonu/wykrojnika podanego przez organizatora lalki. Są one symbolem pomocy, jakiej dzieci chciały udzielić swoim afrykańskim rówieśnikom. Każda z lalek była inna, gdyż reprezentowała inny kraj lub rejon świata. Bardzo przydała się naszym dzieciom wiedza zdobyta na zajęciach z Edukacji Globalnej, prowadzonych w ramach projektu „Przedszkole Równych Szans”, współfinansowanego przez Europejski Fundusz Społeczny. Laleczka otrzymała specjalny akt urodzenia, w którym dzieci wpisywały nadane jej imię, datę, miejsce urodzenia oraz jej hobby.

W czwartek 26 lutego w naszym przedszkolu odbył się finał akcji. Przygotowano wystawę 30 zgromadzonych laleczek. Wychowankowie przebrali się w stroje dzieci z różnych regionów świata. Imprezę uświetnili goście specjalni: Starosta Powiatu Rybnickiego p. Damian Mrowiec, który poprowadził licytację oraz p. Leah Metcalf – koszykarka z Glucose ROW Rybnik, pochodząca z Karoliny Południowej. Zaproszenie przyjęli także rodzice. Wielką atrakcją był popis umiejętności koszykarskich gościa specjalnego oraz wręczenie nagród ufundowanych przez Pana Starostę trójce przedszkolaków, których prace zostały szczególnie docenione przez jury. Najładniejszą lalką okazał się Indianin „Szybka Strzała”. Wykonał ją wraz z mamą Sylwią Sebastian Troszka. Lalka została tym samym reprezentantem naszego przedszkola w ogólnopolskim konkursie internetowym na najbardziej oryginalną laleczkę, powadzonym na oficjalnym fan page’u projektu „Wszystkie Kolory Świata” portalu społecznościowego Facebook.

W styczniu natomiast zakończyła się sukcesem kolejna akcja charytatywna „Góra Grosza”. Przedszkolaki dzielnie zbierały i wrzucały do skarbonek przedszkolnych każdy grosik. Sprawiało im to dużo frajdy, a jednocześnie uczyły się oszczędzania oraz szacunku do pieniędzy. Przekonały się przy tym, że jeden grosz znaczy niewiele, ale potężna góra grosza może przyczynić się do poprawy losu wielu dzieci. W tym roku przekazano na dzieci z wiosek dziecięcych i rodzin zastępczych 241 zł.
Aktualnie jesteśmy „wkręceni” w zbieranie nakrętek dla chorego Marka, gdyż chcemy mu pomóc zdobyć wymarzony wózek inwalidzki. Potrzebna jest ogromna ilość plastikowych nakrętek. Jest to jedna z najpopularniejszych akcji charytatywno-ekologicznych, polegająca na łączeniu przyjemnego z pożytecznym. Czernickie przedszkolaki bacznie zwracają uwagę na to, co ląduje w koszu i na pewno nie trafi tam żadna nakrętka po napojach czy detergentach, gdyż koniecznie trzeba je przynieść do przedszkola i wrzucić do specjalnych skrzynek dla chorego kolegi.
Również Rada Rodziców postanowiła o finansowym wsparciu naszego wychowanka w okresie świąt. Pieniądze te pomogły w zaspokojeniu najpilniejszych potrzeb jego rodziny.

Jak widać obszary działań małych serc są bardzo szerokie, dziękujemy wszystkim za włączanie się do naszych akcji i zachęcamy do dzielenia się tym co mamy.

 

Agnieszka Kukuczka
 

do spisu treści

 


 

Czerniccy malarze obrazu Jezu ufam Tobie

10 kwietnia 2015 r. uczniowie naszej szkoły: Tomasz Śmietanka i Paweł Mordeja zdobyli wyróżnienie w Powiatowym konkursie plastycznym, który odbył się w Zespole Szkolno- Przedszkolnym w Czerwionce - Leszczynach. Zadanie konkursowe polegało na tym, by uczniowie namalowali pastelami rysunek obrazu Jezusa Miłosiernego w formacie A3.

 

do spisu treści

 


 

Okiem szarego człowieka, czyli jak ja to wszystko rozumiem

Czym dla mnie jest in vitro?

Szanowni Czytelnicy, podjąłem się tematu, którego tak naprawdę się boję. Boję się tego, że ktoś - nie bez racji - mógłby powiedzieć: chłopie co ty pleciesz. Na podstawie różnego rodzaju przekazów, opinii a nawet wykładu, w którym miałem okazję uczestniczyć, ciągle zadaję sobie ogromną ilość pytań, próbuję tak na chłopski rozum wyrobić swoją własną opinię na ten temat i odpowiedzieć samemu sobie, czym dla mnie jest in vitro?
Jestem człowiekiem wierzącym i dobrze mi z tym. Jestem człowiekiem, który uważa, że Bóg wybacza zawsze, człowiek czasem, ale natura nigdy. Jestem szczęśliwym ojcem i nigdy nie pozwoliłbym sobie na jakiekolwiek słowa krytyki czy oceny ludzi, którzy chcą mieć potomka ze „swojej krwi i swojej kości'', a mają problem, by w naturalny sposób to zrealizować i w nadziei spełnienia swoich pragnień decydują się na in vitro.

Gdyby tylko nauka osiągnęła taki poziom wiedzy i umiejętności, który nie wymagałby przy jej stosowaniu nadprodukcji zarodków ludzkich i jeżeli wykorzystywane one tylko w celach prokreacji, nie można by było mieć do niej tylu pytań. Zdecydowani zwolennicy stosowania tej metody, tłumacząc swoje stanowisko, powołują się na różnego rodzaju konwencje międzynarodowe i za przykład stawiają inne kraje, gdzie zarodek ludzki traktowany jest tylko jako „zbiór komórek”. Tak z biologicznego punktu widzenia jest to zbiór komórek. Ale jest to zbiór komórek ludzkich, z których nie może się urodzić nic innego, jak tylko istota ludzka, jest to zbiór komórek, który jest najpierwszym etapem życia ludzkiego, co do którego jego natura już wie, czy będzie kobietą czy mężczyzną, czy będzie wysoki czy niski, jaki będzie miał kolor oczu, czy włosów, ba nawet to, jaki będzie musiał nosić rozmiar obuwia, itd. Takim szczególnym elementem, który stawia mnie wśród przeciwników stosowania tej metody w obecnym kształcie jest nadprodukcja zarodków. Jak już gdzieś przeczytałem ich liczba może dochodzić do 6-8. A ile jest z nich wykorzystywanych jeden, dwa? A co z pozostałymi?

Te, które nie są wykorzystane wędrują do zamrażarki. I tu znowu, jak już gdzieś przeczytałem i jak zrozumiałem - chyba tylko po to, żeby można było wybierać chłopak czy dziewczyna, poza tym zamraża się je parami, no bo jak jeden zabieg się nie powiedzie, to zawsze można sięgnąć do zamrażarki i go powtórzyć. Tylko tu znowu pojawia się dylemat, kogo wybrać „Józka z Matyldą, albo nie, może Franka z Jadźką, a może tylko jednego z nich, komu z nich dać szanse przeżywania tego świata, a kogo z nich skazać na dalszą zmarzlinę, a może nawet i na wieczną? Jak mi ktoś w dyskusji na ten temat powiedział, na tym etapie wyścigu zazwyczaj dziewczyny mają mniej szczęścia. Cały dramat, tego życia ludzkiego, w tym najpierwszym jego okresie polega na tym, że ono jeszcze nie potrafi uklęknąć przed nami i wołać i krzyczeć, błagać i prosić, ,jeżeli ma mnie czekać taki los, to po co powołujesz mnie do życia – dlaczego mi to robisz. Tak się zastanawiam, ile istnień ludzkich in vitro skazuje na „zamrażarkę '' .Między innymi takich, które jeśli miałyby szansę, mogłyby dać światu sposoby na wyleczenie niektórych nieuleczalnych chorób, czy też dać inne dobra. Ktoś zapewne w tym miejscu powie, że i ludzi złych, niestety tak, ale cóż zrobić skoro my ludzie też takimi potrafimy być, ale to już tylko od nas, od naszego rozsądku zależy na co im pozwolimy .Są jeszcze inne dylematy, które zaprzątają w sprawie in vitro mój umysł. Stawiam sobie pytanie ile w całym procesie tworzenia tego zarodka, jak i wprowadzeniu go do organizmu kobiety, stosowanej jest chemii? I czy przypadkiem konieczność jej stosowania nie ma ujemnego wpływu płód i na przyszłe życie tego człowieka? Proces tworzenia zarodka jest zapewne procesem trudnym i skomplikowanym i jak to przy takich operacjach bywa, nie zawsze wszystko się udaje, pytam, co z tymi zarodkami, które się nie udały, ale już żyją i ile statystycznie jest takich przypadków? Co się z nimi dzieje, czy nie są przypadkiem wyrzucane na „śmietnik'' i w ten sposób skazywane śmierć? Jest jeszcze jeden dylemat w całej tej sprawie, który niestety funduje nam natura, to jest przypadek ciąży mnogiej Tu znowu powołując jednego z lekarzy, który kiedyś przeprowadzał takie zabiegi, i opowiadał o przypadku, w którym dla pewności powodzenia zabiegu, w sposób nieumyślny doprowadzono do ciąży mnogiej Na początku było wszystko ok. Maluchy pod serduszkiem swojej mamy rozwijały się prawidłowo i jak to określiła znajoma położna, której to opowiadałem, bo miały się tam dobrze Ale w miarę przebiegu i rozwijania się ciąży okazało się że organizm kobiety nie jest w stanie sprostać tak dużemu obciążeniu i jedynym ratunkiem dla niej samej i dla noszonych przez nią potomków, było zmniejszenie ich ilości, czyli dokonanie, na którymś z nich aborcji. I tu rodzi się dylemat, dramat, natury psychologicznej, kogo, dla ratowania jej i reszty współbraci, wybrać i poświęcić „Józka, Matyldę, Franka albo Jadźkę?”.

Szanowni Czytelnicy, spróbujcie wybrać sami, bo ja nie potrafię! Jest jeszcze jeden problem, który przy stosowaniu in vitro mnie nurtuje, to jest problem odpowiedzialności tych, którzy wykonują takie zabiegi. Rozumiem, że przy tak skomplikowanemu i wymagającemu ogromnej precyzji zabiegowi zawsze może się coś nie udać. Ale dlaczego nasze prawo nie wymaga, aby ci, którym się nie udało, i tu używając kolokwialnego języka choć w tym temacie on nie przystoi, „sami za sobą nie posprzątają ''. Słyszałem kiedyś od zdecydowanego zwolennika in vitro, że wiara przeszkadza nauce, moim zdaniem ani wiara nie przeszkadza nauce, ani nauka nie przeszkadza wierze. Wiara tylko nas uczy jak być fer wobec ludzkiego życia i to począwszy od PIERWSZEGO ETAPU jego istnienia.

J.M., Redakcyjny Dziadek
 

do spisu treści

 


Nekrolog



Śp.  Andrzej PORWOŁ (ur. 06.01.1964 / zm. 07.05.2015)

Wyrazy współczucia składamy: żonie Teresie, synowi Marcinowi z żoną Kamilą, córkom Joannie z Dawidem, Ewie z Damianem; matce Bronisławie, teściowej Marii; siostrom Krystynie i Weronice z rodzinami, dalszym krewnym


 

 

do spisu treści