RZYMSKOKATOLICKA PARAFIA NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY
KRÓLOWEJ POLSKI w CZERNICY
__________________________________________________________________________________________________________________

Artykuły archiwalne Znaku Pokoju  -  206/2018  /  listopad

 

Kliknij w miniaturę okładki, aby przejść do dużego formatu


Spis streści:

- Z wizytą u świętej Dewoty

- 22 listopada – wspomnienie Świętej Cecylii
- Ziemia rodzinna
- Moja Wiara
- Być jak Bartymeusz
- Jorguś - a fojerka
- Gawęda o miłości ziemi ojczystej
- Do przemyślenia
- Wieczór harcerski
- List
- Wieści z zamku
- Czernicki stół tradycji
-
Plakat
- Nekrologi


 

Z wizytą u świętej Dewoty

W ostatnich dniach września i pierwszej dekadzie października dziewięcioosobowa grupa z naszej parafii dołączyła do pielgrzymki, jaka z Cieszyna wyruszyła do największych sanktuariów maryjnych – do Lourdes i Fatimy, naznaczonych stygmatem cudownych objawień Matki Bożej. Chociaż objawienia maryjne nie są dogmatem i nawet najbardziej pobożny chrześcijanin nie ma obowiązku wierzyć w ich prawdziwość, każdy, kto przybył do tych miejsc potwierdzi, że Matka Boża jest tam dalej obecna. Wystarczy spojrzeć na pielgrzymów w zadumie uczestniczących we mszy świętej, na ich rozmodlone twarze, popatrzeć na chorych, którzy na wózkach inwalidzkich podwożeni są do fatimskiej Groty Objawień i nabierają nowej siły do dźwigania krzyża choroby. W Fatimie, gdzie Maryja szczególnie prosiła o różaniec, wynagradzający Jezusowi za grzechy, zniewagi i niewiary, modlitwa różańcowa płynie nieprzerwanym strumieniem. Giganci wiary na klęczkach przemierzają długość Placu Modlitwy przed sanktuarium, odmawiają różaniec w milczeniu, powoli przesuwając obolałe kolana w kierunku miejsca objawień. Obok dębu skalnego (ma ponad sto lat i jest jedynym, z rosnących tu podczas objawień drzew, które przetrwało. Nie jest to drzewo, na którym objawiała się Matka Boska, ale od początku wydarzeń w Cova da Iria było z nimi związane) zbudowano nowoczesną, przeszkloną kaplicę z figurą Matki Bożej. W kaplicy od najwcześniejszych godzin porannych do późnej nocy gromadzą się wierni i wpatrzeni w postać Madonny modlą się, przesuwając w palcach paciorki różańca. Szczególnie godnie i pięknie prezentują się wieczorne procesje ze świecami, zarówno w Fatimie jak i w Lourdes. Największe jednak cuda dzieją się w sercach i sumieniach ludzi, i tych nawróconych, i tych, co przyjeżdżają ugruntować wiarę, napełnić się bogactwem łaski. Tego na zewnątrz nie widać, tę prawdę zna tylko Bóg.
Jednym z etapów naszego pielgrzymowania było Sanktuarium w Santiago de Compostela. Mogliśmy poczuć namiastkę prawdziwego pielgrzymowania, kiedy przewodnik zaproponował, aby ostatni odcinek drogi od hotelu do Sanktuarium pokonać pieszo. Szliśmy w milczeniu, z modlitwą w sercu, wypatrując charakterystycznych żółtych muszli. Te znaki prowadzą do celu, nie pozwalają zabłądzić w drodze.
W tytule wspomniałem o kościele św. Dewoty. Czytelnik powie: słyszałem o sanktuariach maryjnych, znane jest sanktuarium św. Jakuba w Composteli, ale święta Dewota? Zazwyczaj dewotką czy dewotem pogardliwie nazywamy kogoś, kto przesadnie epatuje swoją pobożnością. Określenie „dewotka” brzmi raczej pejoratywnie i wcale nie przynosi zaszczytu. A jednak jest święta o imieniu Dewota, i ma swój kościół. Co więcej – jest patronką Księstwa Monako. Według martyrologium Dewota jest męczennicą chrześcijańską. Została zamordowana w IV w. na Korsyce, a jej ciało - według legendy - zaginęło na morzu i dopłynęło do Monako w 312 r. Inna legenda mówi o nieudanej kradzieży ciała świętej. Według opowieści chciano je zabrać łodzią, jednak silne wiatry uniemożliwiły to, a statek spalono. Do drugiej wersji nawiązuje doroczna tradycja palenia łodzi na placu przed kościołem w wigilię dnia św. Dewoty. W uroczystości udział bierze rodzina książęca.
Odwiedziliśmy wspomniany kościół. Poznaliśmy przesympatycznego proboszcza, pochodzącego z Włoch, który prosił o zaśpiewanie Czarnej Madonny i udzielił nam błogosławieństwa na drogę powrotną do kraju.
Dlaczego wspominam ten - wydawałoby się - mało znaczący epizod na trasie pielgrzymki? Dlatego, że imię św. Dewoty jest znaczące i zobowiązujące. W łacinie „devotia” oznacza oddanie, poświęcenie, w dziełach mistycznych często tłumaczone jest jako pobożność. Jeśli poważnie traktujemy nasze chrześcijaństwo, dewocja powinna stać się dewizą naszego życia, a przydomek dewotka czy dewot powinniśmy traktować jako najpiękniejszy komplement. Tak właśnie pomyślałem w tym małym, niepozornym kościółku, schowanym u stóp wysokiej skały, wciśniętym pomiędzy luksusowe sklepy i sterylnie czyste witryny banków. Zbliża się (kiedy piszę te słowa) uroczystość Wszystkich Świętych. Oni doszli już do chwały nieba. My jesteśmy w drodze. Na niebo trzeba zapracować, zgromadzić bogactwa duchowe. W rzeczywistości nastawionej na zarabianie, gromadzenie i używanie pieniędzy, w natłoku różnych pokus, w tym pokusy łatwego życia bez zobowiązań, mamy rozwijać naszą pobożność, umacniać przyjaźń z Jezusem. Mamy dbać o naszą dewocję.

ks. Eugeniusz

Do spisu treści
 


 

22 listopada – wspomnienie Świętej Cecylii

W pochmurnych listopadowych dniach świeci jasne światło chrześcijańskiego życia świętej Cecylii. Zasadniczym dokumentem, jaki posiadamy odnośnie naszej świętej, jest opis jej męczeńskiej śmierci z V wieku, wiarygodny, bo oparty na o wiele wcześniejszej tradycji, która w początkach chrześcijaństwa była żywa i wierna. Według tego dokumentu pochodziła ze znakomitej rodziny rzymskiej Cecyliuszów, piastującej w państwie rzymskim najwyższe urzędy. Przyszła na świat na początku trzeciego wieku. Była chrześcijanką, która złożyła ślub dozgonnej czystości, mimo to była zmuszona poślubić znakomitego młodzieńca, Waleriana. Nie był chrześcijaninem, ale Cecylia zaprowadziła go do papieża Urbana I. Urban pouczył Waleriana o prawdach wiary i młodzieniec przyjął z jego rąk chrzest święty. Kiedy wrócił do domu Cecylii ujrzał ją zatopioną w modlitwie, a przy niej stojącego w jasności anioła stróża, który trzymał w ręku dwa wieńce – z róż i lilii i włożył je na głowę Waleriana i Cecylii.
Walerian miał brata Tyburcego. Przyprowadził go do papieża i ten również przyjął chrzest. Kiedy Tyburcy wszedł do mieszkania Waleriana, uderzyła go przedziwna woń róż i lilii. Walerian wyjaśnił mu ich znaczenie. Spełniło się także życzenie Tyburcego, gdyż i on ujrzał anioła Cecylii. Niedługo potem wybuchło prześladowanie chrześcijan. Skazano na śmierć Waleriana i Tyburcego. Namiestnik, sędzia Almachiusz, dowiedziawszy się, że Cecylia jest chrześcijanką i że majątek swój i Waleriana rozdała ubogim, kazał ją aresztować. Żołnierze oczarowani jej pięknością błagali ją, by nie narażała swojego młodego życia, została jednak przy Chrystusie. Na skutek jej przemówienia w czasie rozprawy sądowej miało się nawrócić czterystu żołnierzy, których przyprowadziła do Urbana, aby im udzielił chrztu. Skazana przez sąd została ścięta mieczem. Krew, płynącą z szyi, zebrali ze czcią chrześcijanie jako najcenniejszą relikwię.
Za czasów papieża Paschalisa znaleziono przypadkiem jej grób w Katakumbach św. Kaliksta, obok krypty papieży. Znaleziono jej ciało nienaruszone, w pozycji leżącej, lekko pochylone ku ziemi. W obecnym czasie jej ciało wraz z innymi św. Męczennikami spoczywa w bazylice na Zatybrzu, zbudowanej w IV wieku ku jej czci. W tejże bazylice w kaplicy po prawej stronie od prezbiterium są trzy marmurowe urny: w pierwszej szczątki św. Cecylii, w drugiej relikwie św. Waleriana, Tyburcego i Maksymiana, a w trzeciej relikwie św. Urbana, papieża, i św. Lucjana.
Św. Cecylia jest patronką wielu chórów i zespołów wokalno-instrumentalnych. Lubiła grę na harfie. W Polsce kult świętej jest bardzo żywy. Z okazji jej wspomnienia liturgicznego w kościołach śpiewają chóry, odbywają się koncerty i popisy wokalne oraz towarzyskie wieczornice.

Ks. Ryszard

Do spisu treści
 


 

Ziemia rodzinna


 

Całym mym sercem, duszą niewinną,
Kocham tę świętą ziemię rodzinną,
Na której moja kołyska stała,
I której dawna karmi mię chwała.

Kocham te barwne kwiaty na łące,
Kocham te łany kłosem szumiące,
Które mię żywią, które mię stroją,
I które zdobią Ojczyznę moją.

Kocham te góry, lasy i gaje,
Potężne rzeki, ciche ruczaje;
Bo w tych potokach, w wodzie u zdroja,
Ty się przeglądasz, Ojczyzno moja,
Krwią użyźniona, we łzach skąpana,
Tak dla nas droga i tak kochana!

Władysław Bełza

 

Do spisu treści
 


 

Moja Wiara

(okiem szarego człowieka)
II cz. refleksji o znaczeniu religii i Kościoła

Sięgnijmy znowu do naszej historii, do okresu zaborów, w trakcie ich trwania Kościół włączył się i znacząco przyczynił do walki z rusyfikacją i germanizacją. Zaborcy na zarządzanych przez siebie terenach mieli do czynienia ze zbiorowościami różnych narodów, kultur, języków, wyznań. Niejednokrotnie było to przyczyną wielu wewnętrznych sporów i wymuszało na nich zmianę polityki rządzenia tymi terenami. Polityka państw zaborczych wobec podbitych ziem i sposób traktowania zamieszkujących je Polaków były zróżnicowane. Najłagodniejszym z zaborców było Cesarstwo Austriackie. Zdecydowanie najbardziej bezwzględna była polityka cara w zaborze rosyjskim.
Ostoją polskości w tym zaborze, z uwagi na brak swobód obywatelskich, był min. Kościół katolicki. Sprzyjał temu fakt, że w zaborze rosyjskim dominowało prawosławie, a Kościół rzymski był niezależny od Moskwy. W innych instytucjach łatwiej było zaborcom wprowadzić represyjne, systemowe zmiany, np. w szkołach Królestwa Kongresowego dla utrzymania w nich porządku (w rozumieniu rosyjskiej władzy) wprowadzono system policyjny. Nie można jednak uznać, że sytuacja Kościoła katolickiego w tym zaborze była dobra, trudno nie wspomnieć tu o dokonywanej przez zaborcę konfiskacie majątków kościelnych. Pomimo to Kościół zachowywał nieugiętą postawę i dzięki temu nauka religii, celebrowanie obrzędów, w tym odprawianie mszy katolickich, mogły odbywać się w języku polskim.
Najbardziej wyrachowane i cyniczne w swojej działalności były władze w zaborze pruskim. Jak podają liczne źródła tam właśnie, w zaborze pruskim, walka z polskością miała najsilniejszy charakter. I dlatego rozpowszechnianie przez Kościół dzieł polskiej kultury w tym zaborze było bardzo ważnym działaniem antygermanizacyjnym. Jako przykład można podać takie inicjatywy jak ta z roku 1848 ks. abpa Leona Przyłuskiego, który wówczas otworzył bibliotekę przy towarzystwie św. Wincentego Paulo. Z kolei Ks. Stanisław Adamski zajmował się rozpowszechnianiem polskiej książki wśród prostego polskiego ludu poprzez Towarzystwo Czytelni Ludowych, tzw. TCL. Zaborcy podejmowali różne działania represyjne wobec Kościoła, i tak w 1901 roku Prusacy wprowadzili rozporządzenie, zabraniające nauki religii w języku polskim. Pierwszymi, którzy zaprotestowali przeciw tej polityce, były dzieci ze szkoły we Wrześni. Nieformalnym przywódcą strajku został ks. Jan Laskowski, a sama akcja upowszechniła się w całym zaborze pruskim. Apogeum protestu nastąpiło w 1906 roku, w którym strajkowało około 75 tysięcy uczniów. Innym narzędziem germanizacji było organizowanie wykupu polskich majątków. Władze zaborcze na ten cel przeznaczyły około 100 milionów ówczesnych marek. Wykupione ziemie rozparcelowano pomiędzy niemieckich właścicieli i niemieckich chłopów. Zakazywano Polakom rozbudowy swoich domów i gospodarstw. Odpowiedzią na taką działalność był min. wóz Michała Drzymały. W celu obrony Polaków przed wyrugowaniem z zamieszkiwanych przez nich terenów zakładano różne organizacje, takie jak: Parcelacyjna Spółka Rolników, Polski System Kredytowy, Polskie Banki. Patronem tych akcji był ks. Piotr Wawrzyniak. Zaangażowanie polskiego Kościoła w walkę z germanizacją spowodowało, iż kanclerz Otto von Bismarck uważał polski Kościół katolicki za skrajnego wroga, którego jednak nie udało mu się pokonać, pomimo wytężonych działań.
A jak było w tych czasach u nas – na Górnym Śląsku? Należy wspomnieć o zdecydowanej i nieugiętej walce miejscowego Kościoła z plagą alkoholizmu, która swój punkt szczytowy osiągnęła w naszym regionie w pierwszej połowie XIX wieku. Uważano, iż władze pruskie specjalnie ją podsycały. Rozpowszechniona była sprzedaż alkoholu na tzw. zeszyt, która miała na celu demoralizowanie i finansowe rujnowanie ludności. Zdecydowanie przeciwstawiał się temu, jako jeden z inicjatorów walki z pijaństwem, ks. Jan Alojzy Ficek. Jego działania stały się fenomenem przekraczającym granice Śląska, a ksiądz Ficek stał się symbolem walki o odnowę moralną Śląska. Był również inicjatorem Misji Ludowych, wydawnictwa mającego na celu szerzenie kultury i oświaty na Górnym Śląsku. Wraz ze współtwórcą drukarni, Teodorem Heneczkiem, przyczynił się w znacznym stopniu do zwiększenia dostępności dóbr kultury w języku polskim, takich jak: śpiewniki, modlitewniki czy żywoty świętych. Był także orędownikiem założenia gazety ludowej, propagował tworzenie ludowych kas oszczędnościowych, w celu ekonomicznego wsparcia śląskiej ludności. Za swoją działalność na rzecz pomocy ludności Śląska podczas epidemii cholery w 1830 roku oraz epidemii tyfusu w 1848 roku ks. Ficek został okrzyknięty Apostołem Śląska. Przyczynił się również do popularyzacji kultu Matki Boskiej Piekarskiej, Pani Miłości i Sprawiedliwości Społecznej, trwającego po dzień dzisiejszy. Wciąż przecież odbywają się pielgrzymki dziękczynne do Piekarskiego Sanktuarium, w ostatnią niedzielę maja mężczyzn oraz w ostatnią niedzielę sierpnia kobiet.

JM - Redakcyjny Dziadek

Do spisu treści
 


 

Być jak Bartymeusz

„Gdy wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. A słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Synu Dawida, ulituj się nade mną!».
Jezus przystanął i rzekł: «Zawołajcie go». I przywołali niewidomego, mówiąc mu: «Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię». On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się na nogi i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: «Co chcesz, abym ci uczynił?» Powiedział Mu niewidomy: «Rabbuni, żebym przejrzał». Jezus mu rzekł: «Idź, twoja wiara cię uzdrowiła». Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.„

W niedzielę poprzedzającą uroczystość Wszystkich Świętych Kościół proponuje nam Ewangelię, która w pierwszym momencie może się wydawać prosta, oczywista i przez to niewarta rozważenia. A zawartą w niej historię można by skomentować - oto cud, jakich w Piśmie Świętym wiele, prawda? Jednak, jak w przypadku wielu rzeczy - tak i tu prostota jest pozorna, i im bardziej coś wydaje nam się oczywiste, to tym bardziej pogmatwane się okazuje. (Dla niektórych bardziej obrazowe będzie porównanie z matematyką, niby wszystko jest jasne i zrozumiałe, wypływające z logiki, ale problem pojawia się wtedy, gdy trzeba te przejrzyste schematy zastosować).
Jak sytuacja opisana w powyższej Ewangelii wyglądała naprawdę? - możemy tylko przypuszczać. To znaczy - snuć domysły, czy pragnienie niewidomego wypływało z wiary, że Jezus może sprawić, by on „przejrzał”, czy może bardziej z desperacji, poszukiwania metodą prób i błędów jakiegoś rozwiązania sytuacji, w której i tak nie ma nic do stracenia? Nie jestem biblistą, by jednoznacznie odpowiedzieć, zamiast tego warto, moim zdaniem, w powyższej rozbieżności zauważyć podobieństwo do naszego życia.
Podejmując życiowe decyzje, często skłaniamy się ku zdrowemu rozsądkowi, nie oszukujmy się, jesteśmy ludźmi ekonomii. Kalkulujemy, kierujemy się zasadą, że musi się opłacać, żeby uznać coś za warte zrobienia. Ale co w chwili, gdy nie ma nic do stracenia? Wtedy można, kolokwialnie mówiąc, iść na całość.
Taka może być i powinna być wiara człowieka, bez kalkulacji i ograniczeń zdrowym rozsądkiem, taka była wiara żebraka, którą Jezus podkreślił po dokonaniu cudu. Chrystus jest w stanie otworzyć nam oczy na wszystko, łącznie z naszym postępowaniem. Dla Niego nawet największe pragnienie nie jest trudne do urzeczywistnienia.
Powoli kończy się „grobowy” sezon, kiedy wielu ludzi przypomina sobie, że faktycznie ktoś tam gdzieś leży i w sumie warto by tam pójść… Ten ktoś to często najbliższy nam krewny, a to gdzieś to po prostu cmentarz. Mamy problem z wiarą w czyny Chrystusa, mamy problem z wiarą w zmartwychwstanie. Bo, gdybyśmy nie mieli, to odwiedzalibyśmy naszych zmarłych częściej, ponieważ im większa grupa proszących o coś (w tym przypadku żywot wieczny), tym większy owoc tych modlitw. I właśnie dlatego ten fragment Ewangelii jest głęboki i warty rozważenia…, zachęca, by w wierze być jak żebrak, nie kalkulować. Jego spontaniczność pozwoliła mu podejść do Jezusa i prosić o przejrzenie, z kolei ona wzięła się z wiary, ponieważ wiara dodaje wszelkiej odwagi, co mógłby poświadczyć niejeden męczennik.
Na koniec zwracam się do Państwa z gorącą prośbą, by pamiętać o zmarłych, spoczywających na cmentarzach… bo często tylko my możemy być ich furtką do wieczności… «Co chcesz, abym ci uczynił?» Powiedział Mu niewidomy: «Rabbuni, żebym przejrzał».

Mateusz

Do spisu treści
 


 

Jorguś - a fojerka

Zrobiył se Jorguś fojerka mało,
Bo trocha chraścio po żniwach mu zostało.
A tak po prowdzie, to Maryjka mu odrodzała,
Ale nie usłuchnył, a ona recht miała.
Jorguś był ogromnoś zadowolony,
Bo yno jedyn kołek był spolony.
Somsiod - coś tam na niego woło,
Ale jak na razie, to Jorgusiowi je wesoło.
Coś mruczy se pod nosym olaboga,
Przeca se swoi chraści spolić moga.
Ojejej - ogyń trocha za daleko gore,
O piernika kandego, o kule na mole,
Już zaczyno lotać, bo Maryjka cojś wrzeszczy,
A Jorgusiowi już w palicy trzeszczy.
No to jednak byda musioł sie zmarasić
I jakoś ta fojerka po trochu zagasić.
Grabie na same ograbki połomane,
A jeszcze do tego szłapy łobgorane.
Jakby tego było mało, to słyszy jak straż buczy
I tak se myśli, mono mie to czego nauczy.
Już zaczon Zdrowaśki rzykać i sie udało,
Z wielkiego łognia troszyczka zostało.
A straż jechała - ale na inksze pole,
Bo też se ktojś fojerka zrobiył, kule na mole.
Fojerka zgaszono, tyn szpas sie nie opłaciył,
A wiela brakowało, żeby Jorguś sztraf zapłaciył.
Maryjka mu pado, żeś mie nie posłuchoł,
Teraz se bydziesz obgorane szłapy dmuchoł.
No i dmucho Jorguś, żeby nie bolało,
I tela mu jeszcze w pamiynci zostało.
Że jak som wielki chyca, fojerki nie rób nigdy,
Bo ci nie pomogom ani grabie, ani widły.

Małgorzata Mika

Do spisu treści
 


 

Gawęda o miłości ziemi ojczystej

Bez tej miłości można żyć,
mieć serce suche jak orzeszek,
malutki los naparstkiem pić
z dala od zgryzot i pocieszeń,
na własną miarę znać nadzieję,
w mroku kryjówkę sobie uwić,
o blasku próchna mówić „dnieje”,
o blasku słońca nic nie mówić.

Jakiej miłości brakło im,
że są jak okno wypalone,
rozbite szkło, rozwiany dym,
jak drzewo z nagła powalone,
które za płytko wrosło w ziemię,
któremu wyrwał wiatr korzenie
i jeszcze żyje cząstką czasu,
ale już traci swe zielenie
i już nie szumi w chórze lasu?

Ziemio ojczysta, ziemio jasna,
nie będę powalonym drzewem.
Codziennie mocnej w ciebie wrastam
radością, smutkiem, dumą, gniewem.
Nie będę jak zerwana nić.
Odrzucam pusto brzmiące słowa.
Można nie kochać cię – i żyć,
ale nie można owocować.

Wisława Szymborska

Do spisu treści
 


 

Do przemyślenia

„SZTUKĄ JEST UMIERAĆ
DLA OJCZYZNY,
ALE NAJWIĘKSZĄ
SZTUKĄ JEST
DLA NIEJ DOBRZE PRACOWAĆ”

ks. kard. S. Wyszyński

 

„ŻYŁEM, BO MI ŻYCIE DAŁEŚ
UMARŁEM, BO KAZAŁEŚ
LECZ KIEDYŚ ZNÓW WSTANĘ,
BO MI OBIECAŁEŚ”

Głos zza grobu

Do spisu treści
 


 

Wieczór harcerski
w bibliotece i przy ognisku

Rok 2018 to rok jubileuszowy. Obchodzimy 100 rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę. Jak wiemy harcerze i skauci odegrali olbrzymią rolę w walce o wyzwolenie Polski.
Czytelnicy biblioteki szkolnej i publicznej postanowili poznać historię działalności harcerzy w okresie walk o wyzwolenie Polski oraz ich zadania w czasie obecnym. Okazją do tego stało się wieczorne spotkanie z przedstawicielami drużyny harcerskiej, działającej przy Ośrodku Kultury Zameczek w Czernicy. Spotkanie miało charakter zbiórki harcerskiej. Było tradycyjne rozpoczęcie i zakończenie zbiórki, gawęda przy świecy, imitującej ogień kominka, musztra, pląsy, piosenki, gry oraz liczne zadania do wykonania.
Ciekawe wiadomości z historii oraz prezentacja współczesnego harcerstwa wypełniły uczestnikom czas do późnych godzin wieczornych. Kulminacyjnym punktem wieczornego spotkania było przejście pod osłoną nocy, do stanicy harcerskiej przy Zameczku. A tam kolejne zadania- rozpalanie ogniska, pieczenie kiełbasek i chleba. Zanim zapłonął ogień, harcerze przekazali kilka cennych uwag dotyczących zbierania chrustu, budowania ogniska oraz bezpiecznego rozniecania ognia. Piękna pogoda, jak na tę porę roku, była dodatkowym gwarantem udanego spotkania. Pełna atrakcji harcerska przygoda dobiegła końca.
„Wieczór harcerski” był już kolejnym spotkaniem czytelników bibliotek z drużyną harcerską, działającą przy Zameczku w Czernicy. Takie spotkania to nie tylko przyjemne spędzanie czasu, ale przede wszystkim zdobywanie nowych doświadczeń, sprawności i dodatkowej wiedzy, kształtującej postawę wzorowego obywatela. Harcerstwo jest organizacją wychowawczą i najpotężniejszym narzędziem kształcenia charakterów. W harcerstwie nawiązują się piękne przyjaźnie i dobre relacje. Myślę, że spośród uczestników harcerskich spotkań wyłoni się nowy zastęp harcerzy i zasili istniejącą już drużynę.

Dziękujemy harcerzom, a szczególnie przybocznej Aleksandrze Sośnie, za fachowe przygotowanie wieczornego spotkania.

E. Kowol
I. Paluch

 

 

 

 

 

 

Do spisu treści
 


 

List

Druga wojna światowa miała wpływ na życie młodych ludzi, czas ich wkraczania w dorosłość zbiegł się z momentem wybuchu wojny. Byli pełni entuzjazmu, radości, chcieli zmieniać świat. Jednak dla wielu, zwłaszcza mężczyzn, wybuch wojny wiązał się z powołaniem do służby wojskowej – na wschodni lub zachodni front.

Oto list jednego z nich, miał na imię Karol, 24 lata, powołany został na wschodni front.

21 maj 1941r.
Kochani rodzice.

Zaczynając pisanie serdecznie Was pozdrawiam i wypytuję o zdrowie i nowiny. Ja ze szpitala powróciłem i jestem w swojej kompani. Paczek otrzymałem, za który wam dziękuję. Dziękuję również za list z adresem Ryszarda. Pisze, że jest we Francji, ma lepsze szczęście ode mnie. Gdyż na wschodzie nie jest dzisiaj wesoło.
Kochani Rodzice nastały czasy bardzo smutne dla nas i nie wiem czy się jeszcze kiedyś zobaczymy. Nie miałem tego szczęścia widzieć się z wami za żołnierza i może to nieprędko nastąpi, a może nigdy. Lecz ja się tym w ogóle nie przejmuję, gdyż wszystko jest w rękach Boga i będzie tak, jak On zechce. Jeżeli byście otrzymali jaką smutną wiadomość ode mnie, to się tym nie przejmujcie, gdyż każdy ma swój los przeznaczony i tego uniknąć nie może. Na tym kończę, gdyż mam jeszcze inne zajęcie, a jutro to już czasu nie będzie może.
A więc żegnam Was, jak i wszystkich mych najbliższych i ściskam wszystkim dłoń. Zostańcie z Bogiem. Karol.
Napiszcie czy list ten otrzymacie i datę jego.

List dotarł do rodziny Karola miesiąc po jego śmierci.

Napisała: Marta

P.S. Tekst poświęcam zmarłemu wujkowi – Stefanowi. Dzięki niemu pamięć o zmarłym Karolu pozostała w mojej rodzinie. Karol był starszym bratem mojej babci, szwagrem Ryszarda – mojego dziadka.

Do spisu treści
 


 

Wieści z zamku

W zameczku jak zwykle pracowicie. 14 października mieliśmy okazję uczestniczyć w ciekawym wernisażu „Kosmos” i podziwiać obrazy pędzla pani Brygidy Franciszki Przybyły. Wystawa była połączona z prelekcją grupy Astrohunters.pl oraz animacjami dla dzieci. Obrazy można oglądać w zamkowych przestrzeniach do końca jesieni.

Przedstawicielki Stowarzyszenia Działań Lokalnych „Spichlerz” brały udział w Ogólnopolskiej Giełdzie Projektów w Białymstoku, podczas której prezentowano najlepsze pomysły społeczności lokalnych na świętowanie ważnych dla nich okazji. My opowiadaliśmy o projekcie "7 wieków 7 życzeń", który realizowaliśmy w zeszłym roku w ramach 700-lecia naszej wsi. Pamiętacie? Przez cały rok organizowaliśmy razem z Wami liczne wydarzenia i spotkania, a wszystko po to, aby przypominać o naszej małej ojczyźnie. Podzieliłyśmy się z innymi animatorami kultury swoim doświadczeniem, a także zainspirowaliśmy się ich działaniami i pomysłami.

 

 

Do spisu treści
 


 

Czernicki stół tradycji

Stowarzyszenie Działań Lokalnych „Spichlerz” realizuje projekt „Przy czernickim stole tradycji”, nawiązujący do śląskiej tradycji, finansowany ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu „Kultura-Interwencje 2018. EtnoPolska”. Projekt zakłada zaangażowanie lokalnej społeczności w działania skupione na przywróceniu pamięci o dawnych zwyczajach, tradycjach kultywowanych na ziemiach czernickich. Jego działania osadzone są na tle wydarzeń historycznych początków XX wieku. Cykl warsztatów, zajęć plastycznych i wizyt studyjnych prowadzi do przygotowania i aktywnego uczestnictwa w plenerowym widowisku teatralnym, ukazującym codzienne życie mieszkańców górnośląskiej wsi w pierwszej połowie XX wieku. Działania projektowe będą angażować zarówno dzieci, jak i dorosłych oraz przedstawicieli lokalnych instytucji, grup nieformalnych i zwykłych mieszkańców miejscowości, którzy po raz kolejny będą mieli szansę strać się świadkami i twórcami historii. Ponadto, w ramach projektu zostaną zorganizowane wycieczki do „Skansenu na wagę chleba” oraz warsztaty z przetwórstwa. Mamy nadzieję, że każdy znajdzie coś dla siebie. Szczegóły dotyczące zapisów na warsztaty i wyjazdy już wkrótce.
Zapraszamy na punkt kulminacyjny projektu – plenerowy spektakl „Powstańcy” w reżyserii Katarzyny Chwałek-Bednarczyk, który odbędzie się 11 listopada. Data nie jest przypadkowa – spektakl opowiadać będzie o życiu śląskiej społeczności w obliczu przemian okresu odzyskiwania państwowości przez Polskę. W realizację oprócz członków SDL Spichlerz włączają się okoliczni mieszkańcy i pasjonaci. Wstęp wolny.

Do spisu treści
 


 

Plakat

Do spisu treści
 

 


Nekrolog



Śp.   Marta TRZASKALIK   (ur. 17.05.1938 / zm. 26.09.2018)

Wyrazy współczucia składamy: synowi Bogdanowi z żoną Gabrielą, wnuczce Justynie, prawnuczce Zosi, Krzysztofowi, dalszym krewnym.

 

do spisu treści