RZYMSKOKATOLICKA PARAFIA NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY
KRÓLOWEJ POLSKI w CZERNICY
__________________________________________________________________________________________________________________

Artykuły archiwalne Znaku Pokoju  -  248/2022  /  listopad

 

Kliknij w miniaturę okładki, aby przejść do dużego formatu


Spis streści:

- Czy Bóg potrzebuje mojej modlitwy

- Wspomnienie z pielgrzymki
- Wiersz: Trzy siostry
- Sumienie – głos Boga w nas
- W drodze przez listopad
- Wiersz: Śląska ziemio

- Podróże małe i duże w czernickiej bibliotece
- W rodzinie siła!
- 10-lecie Stowarzyszenia Działań Lokalnych Spichlerz
- Nekrolog

 

Czy Bóg potrzebuje mojej modlitwy?

Za nami miesiąc październik, miesiąc różańca, a listopad rozpoczynamy od zachęty do modlitwy za zmarłych. Modlitwa towarzyszy nam od dzieciństwa. Uczyli nas modlitwy nasi rodzice i dziadkowie, wiele uwagi poświęca jej katecheza dziecięca i młodzieżowa. Również z kościelnej ambony często słyszymy, że modlitwa jest konieczna dla życia wiary, że umacnia nas w trudnych chwilach, że powinniśmy się modlić każdego dnia, nie tylko wtedy, gdy spotyka nas coś złego.

Postawię tu kontrowersyjne pytanie: CZY BÓG POTRZEBUJE NASZEJ MODLITWY? Odpowiedź wydaje się oczywista: tak, potrzebuje! A jednak prawda jest zupełnie inna: Bóg NIE potrzebuje naszych modlitw! Przecież On i tak jest doskonały i nie potrzebuje naszego uwielbienia. Bez naszych modłów dalej będzie Bogiem Najwyższym, prapoczątkiem wszystkiego i celem, do którego wszystko dąży. Prawda jest taka, że Bóg nie potrzebuje naszych modlitw, ale to my potrzebujemy modlitwy jako osobistego spotkania z Bogiem. W jednej z prefacji mszalnych słyszymy takie słowa: „Chociaż nie potrzebujesz naszego uwielbienia, pobudzasz nas jednak swoją łaską, abyśmy Tobie składali dziękczynienie. Nasze hymny pochwalne niczego Tobie nie dodają, ale się przyczyniają do naszego zbawienia...”

Zatem to człowiek potrzebuje Boga, wzywa Go w modlitwie, aby swoją łaską wspomagał jego doczesność i umożliwił szczęśliwą wieczność. Modlitwa jako „rozmowa” ze Stwórcą zakłada stałą świadomość, że jako człowiek jestem słaby, że Bóg jest mi potrzebny, że jest On blisko, że w każdej chwili mogę się do niego zwracać. Człowiek bez modlitwy wszystko przypisuje sobie, swoim zdolnościom i uważa każdy sukces za swoją zasługę. Modlitwa każe patrzeć na nasze życie z perspektywy dziecka, które potrzebuje pomocy, opieki, przykładu, ojcowskiej troski, bezwarunkowej miłości naszego Ojca w niebie.

Trudno sobie wyobrazić relację pomiędzy bliskimi osobami, na przykład między żoną i mężem, pomiędzy rodzicami a dzieckiem, pomiędzy przyjaciółmi, gdyby te osoby w ogóle za sobą nie rozmawiały. Potrzebne są zwyczajne rozmowy: „jak minął dzień w szkole, w pracy”, „jak się dzisiaj czujesz” oraz słowa-komplementy „pięknie wyglądasz”, „jestem ci wdzięczny”, itd. Potrzebna jest gotowość i umiejętność słuchania, co zdradza szczere zainteresowanie drugą osobą. Oczywiście, zdarzają się „ciche dni”, ale te powinny szybko mijać. Inaczej zaczyna umierać to, co powinno zbliżać i łączyć, wkrada się nuda, brak zainteresowania, rośnie mur podziału na: moje życie i moje sprawy oraz te, które mnie już nie interesują.

Jeśli przełożyć to porównanie na relację z Osobą, którą nazywamy Bogiem, trzeba uczciwie powiedzieć, że nie może być mowy o prawdziwej miłości do Pana Boga bez rozmowy z Nim. Jeśli zabraknie modlitwy (chodzi tu o całkowity brak życia modlitwy, nie o pojedynczy opuszczony pacierz), to nie ma też miłości do Boga. Jeśli Bóg pozostaje poza horyzontem moich zainteresowań, to nie ma wiary. Jeśli brak jest wiary, to nie ma możliwości zbawienia. Stąd wniosek – modlitwa jest bardzo potrzebna, aby wiara była żywa.

Sam Chrystus dał nam przykład modlitwy, bo często oddalał się na miejsca wyciszone, aby tam rozmawiać z Ojcem. Modlił się często, nigdy nie zasłaniał się brakiem czasu czy zmęczeniem. Przeciwnie – zmęczony całodziennym nauczaniem tłumu – na modlitwie odzyskiwał siły. Szczególnie gorąco modlił się przed ważnymi wydarzeniami, jak wybór Apostołów, ustanowienie prymatu Piotra, aż po modlitwę w Getsemani przed męką i śmiercią. Po Wniebowstąpieniu grono Apostołów wraz z Maryją w zaciszu Wieczernika na modlitwie oczekiwało Zesłania Ducha Pocieszyciela. Żarliwa modlitwa towarzyszyła też Apostołom i uczniom realizującym nakaz misyjny Jezusa: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15).

ks. Eugeniusz

Do spisu treści
 

 

Wspomnienie z pielgrzymki

Po tym teoretycznym rozważaniu o potrzebie modlitwy chciałem się podzielić doświadczeniem cudownego miejsca, jakim jest Medjugorje. Choć do ostatecznego uznania wydarzeń z Medjugorje przez władze kościelne jeszcze daleka droga, oficjalnie uznany jest kult Matki Bożej, a samo miejsce zatwierdzone jest jako sanktuarium Maryjne. Coraz głośniej Medjugorje nazywane jest konfesjonałem Europy, ze względu na niekończące się kolejki do sakramentu pokuty oraz liczne i głębokie nawrócenia, jakie tu się dokonują. Gdyby konfesjonały mogły głośno wołać, byłby to hymn uwielbienia Boga za spowiedzi po latach, spowiedzi z całego życia. Zawołanie Matki Bożej z Medjugorje: Pax, Pax, Pax, czyli po trzykroć „Pokój”, odnajduje swoją pełnię właśnie w konfesjonałach, gdzie do poranionych ludzkich serc wraca „Boży pokój” po dobrze odprawionej spowiedzi świętej. Wielkie wrażenie robi też płynąca stale z głośników sanktuarium modlitwa różańcowa oraz widok przycupniętych na ławeczkach czy na kawałku trawnika osób odmawiających różaniec.

We wtorki oraz czwartki wieczorem o godz. 19.00 rozpoczyna się adoracja Najświętszego Sakramentu, w piątki jest podobna adoracja, ale jako uwielbienie krzyża Jezusowego. Kilka tysięcy osób zebranych przy ołtarzu polowym, gdzie wystawiony jest Najświętszy Sakrament lub duży krucyfiks, w milczeniu adoruje. Jedni modlą się na kolanach, inni siedzą w ławeczkach, dłońmi zakrywają twarze, tworząc intymną pustelnię dla adoracji: tylko ja i On. Adoracyjną ciszę od czasu do czasu przerywa delikatny śpiew kanonów, podobny do tych z Taize: delikatny akompaniament dźwięków gitary i skrzypiec oraz wyśpiewane w różnych językach imię Jezus. Padają też pojedyncze wersy modlitwy: Bądź uwielbiony, który jesteś tu, na ołtarzu... Uwielbiamy Cię... Bądź z nami... Potem nastają kolejne minuty ciszy i kontemplacji...

Życzę wszystkim Czytelnikom zakosztowania takiego spotkania z Jezusem.

ks. Eugeniusz

Do spisu treści
 

 

Wiersz: Trzy siostry

Raz pewien człowiek otrzymał od Boga
dary za którymi uparcie gonił
była to wiara nadzieja miłość
z przykazem aby ich nie roztrwonił
 

  Ucieszył się człowiek z tego prezentu
bo dostał bezcenne dary od nieba
od dzisiaj nie będzie o nic zabiegał
przecież do szczęścia nic mu nie trzeba
 
Co warte te cnoty chce się przekonać
więc woła je wszystkie na służbę do siebie
pokażcie kochane co dla mnie możecie
abym się poczuł jak Anioł w niebie
 
  Miłość mu na to jestem pokorna
mam jeszcze zalet innych tysiące
i nie opuszczę ludzi w potrzebie
będę powietrzem wodą i słońcem
 
A ja nadzieja i trwam do końca
gdy wszystko zawiodło nic nie zostało
zamieszkam w sercu każdego człowieka
chociażby z rozpaczy i bólu konało
 
  Ja jestem wiarą mam moc i siłę
którymi wierne serca obdzielę
razem z nadzieją razem z miłością
chętnie się nimi z Tobą podzielę
 
Człowiek im na to skoro nie mogę
mieć was na własność tylko dla siebie
nie będę się dzielił przecież z innymi
nie chcę was widzieć idźcie przed siebie
 
  I poszły siostry gdzieś w świat do ludzi
bo nie dla głupca te cenne cnoty
a człowiekowi los podarował
żal beznadzieję ból i tęsknoty

Regina Sobik /Nasze Małe Ojczyzny/

Do spisu treści
 

 

Sumienie – głos Boga w nas

Bóg nas miłuje, dał nam swój wewnętrzny, duchowy głos, czyli sumienie, by na co dzień ostrzegać nas przed złem, ganić za zło popełnione. Natomiast za czynione dobro chwalić nas wewnętrznie i zachęcać do czynienia go bliźnim.  Sumienie to także głos naszego rozumu, który kwalifikuje nasze czyny jako dobre albo złe. Za dobre czyny chwali i mobilizuje do ich kontynuowania, a za złe czyni wyrzuty, bo pragnie nas uchronić na przyszłość przed ich czynieniem. Bóg, który nas nie tylko kocha ale i rozumie, pragnie nas uchronić przed takimi zachowaniami, przez które wyrządzilibyśmy krzywdę nie tylko sobie, ale i innym ludziom. Dlatego obdarował nas wrażliwością moralną w sumieniu. Jest ono cenną zaletą inteligencji, dzięki której odróżniamy to co dobre od tego co złe.

Można i tak powiedzieć: mądrość moralna czyli inteligencja moralna pomaga nam odróżniać te nasze zachowania, które prowadzą nas do rozwoju, od tych, które prowadzą nas do regresu i cierpienia. Największym przejawem wrażliwości moralnej jest wspomniane sumienie, nazywamy je głosem Bożym w nas. Prawidłowo ustawione sumienie to system ostrzegania przed złymi decyzjami i przed grzesznymi zachowaniami. Działa ono w ten sposób, że przynosi nam pokój i radość, ale wtedy, gdy czynimy coś mądrego, a niepokoi nas, przestrzega, upomina i wzywa do poprawy, gdy myślimy o zrobieniu czegoś złego lub gdy coś złego już uczyniliśmy. Działanie sumienia powinniśmy kształtować, by nie dopuścić do jego wypaczenia. Takie działanie sumienia zależy od tego, czy mamy odwagę uczciwie myśleć na temat naszych zachowań oraz ich skutków.

Nie wszyscy jednak słuchają sumienia. Niektórzy próbują wyłączyć je, zagłuszyć hałasem, alkoholem lub narkotykami. Wielu, zwłaszcza młodych ludzi, wmawia sobie, że każdy ma prawo kierować się własnymi zasadami moralnymi. Takie twierdzenie oznacza zwykle, że bardzo zagłusza swoje sumienie, by mu już niczego nie wyrzucało, nawet najgorszych czynów. Wrażliwość moralna i prawidłowo uformowane sumienie to skuteczna ochrona przed błędnym postępowaniem. Chroni nas bowiem przed krzywdzeniem samych siebie i innych ludzi. To o wiele wyższy stopień inteligencji, niżeli inteligencja na przykład matematyczna, emocjonalna lub społeczna albo jakakolwiek inna. Kto ma niski stopień znajomości moralnej, ten zwykle to przyjmuje, co jemu w danej chwili i w aktualnej sytuacji jest wygodne, a nie to co mądre i odpowiedzialne.

Troska o zachowanie wrażliwości moralnej, to przede wszystkim troska o kształtowanie w sobie prawego sumienia, gdyż sumienie może być zagłuszane lub wypaczone. Gdy na przykład matka z niepokojem patrzy na błądzącego syna lub błądzącą córkę i stara się przestrzec ich przed wyrządzaniem krzywdy sobie lub innym ludziom, wtedy naśladuje postawę Boga. Bóg bowiem chroni nas przed krzywdą właśnie w głosie sumienia. W reakcji na błędne zachowanie prawe sumienie niepokoi nas i wywołuje poczucie winy, wskazując popełnione zło. Natomiast za dobre czyny chwali dając radość i wewnętrzny pokój.

Pod wpływem wyrzutów sumienia, niektórzy ludzie potrafią gorzko zapłakać i przemienić się wewnętrznie - na przykład apostoł Piotr lub Maria Magdalena. Natomiast inni dość często popadają w rozpacz, na przykład apostoł Judasz, a jeszcze inni oszukują samych siebie zagłuszaniem głosu sumienia. Przykładem może być biblijny Kain, który, po dokonaniu zbrodni na swoim bracie, ucieka od prawdy o sobie i nawet pyta Boga: „Czyż ja jestem stróżem mego brata?”

Mądrzy i dojrzali ludzie to ci, którzy wsłuchują się w głos dobrze ukształtowanego sumienia, ponieważ wiedzą, że mówi w imieniu Boga, że jest głosem Boga. Tacy ludzie mają odwagę stanąć w prawdzie o swoim własnym postępowaniu, choć nie jest to łatwe. Gdy patrzymy na innych ludzi, wtedy łatwo nam jest być wobec nich krytycznymi i być obserwatorami ich postępowania. Natomiast gdy oceniamy własne czyny, wtedy grozi nam pokusa płytkiego usprawiedliwiania własnych błędów, albo skłonność do przerzucania na inne osoby odpowiedzialności za nie. Człowiek prawego sumienia jest otwarty na głos Boży.

Nie dokonuje oceny własnych czynów według swoich, nieraz jednostronnych, subiektywnych przekonań, lecz wsłuchuje się w Boże Przykazania oraz konfrontuje własne życie ze słowami i czynami Jezusa. Życie przeciwne sumieniu oddala człowieka nie tylko od Boga i bliźniego, ale także samego siebie a zwłaszcza od własnych, dobrych ideałów i aspiracji. Kompromisy z własnym sumieniem są niebezpieczne, nawet w spawach dobrych, gdyż w takich właśnie sprawach zaczyna się osłabienie wrażliwości moralnej. Jezus wyraźnie mówi: „Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny, kto natomiast błądzi, ale zachowuje prawe sumienie, ten ma szansę odnalezienia własnej drogi”.

Biblia upewnia nas o tym, że wszystko, co uczynił Bóg, było bardzo dobre oraz że najbardziej niezwykłym ze wszystkich stworzeń jest człowiek, gdyż został stworzony na „obraz i podobieństwo” Stwórcy, który jest miłością.

Ks. Ryszard

Do spisu treści
 

 

W drodze przez listopad

Mijająca w październiku bieżącego roku 60 rocznica zwołania Soboru Watykańskiego i nadchodzący miesiąc, listopad, przypominają o posoborowych zmianach w życiu Kościoła. Jedną z nich było wprowadzenie dwóch wersji modlitwy „Wierzę w Boga Ojca”, dzięki temu mamy tzw. Skład apostolski oraz Wyznanie wiary (Credo Mszalne). Istnieją w nich pewne różnice (uzupełniają je inne modlitwy liturgiczne).

W Składzie apostolskim pojawia się sformułowanie: „Wierzę w (...) świętych obcowanie”. Odwołanie do orędownictwa Świętych to nadzieja KOŚCIOŁA PIELGRZYMUJĄCEGO czyli nas żyjących oraz KOŚCIOŁA CIERPIĄCEGO czyli dusz ludzi zmarłych, oczekujących w czyśćcu na „grzechów odpuszczenie … i żywot wieczny”. By podkreślić znaczenie KOŚCIOŁA TRIUMFUJĄCEGO, czyli społeczności Świętych, radujemy się uroczystością z dnia 1 listopada. Nieco inny charakter ma Dzień Zaduszny. Zapoczątkowane przez Jezusa „ciała zmartwychwstanie” jest nadzieją na nasze zmartwychwstanie i życie wieczne z Nim. Żegnając ten świat powiedział: „Idę do Ojca przygotować wam miejsce, gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. ”Święci wybrali niezawodną drogę do życia wiecznego przestrzegając przykazania miłości Boga i bliźniego, unikając grzechu zwalczając zło dobrem”.

Dawniejsza wersja Wyznania wiary uczy, że Jezus zanim „wstąpił na niebiosa” „zstąpił zwycięstwem ludzkość zapoczątkowaną przez Adama i Ewę”. Dał nadzieję życia po śmierci przyszłym pokoleniom. Do dziś spotykane wizerunki Ukrzyżowanego z czaszką pod nogami symbolizują Jego zwycięstwo nad znikomością ziemskiego życia. Jezus, przemierzając Ziemię Świętą, w swoim nauczaniu często nawiązywał do przeszłości „ludu wybranego”. Ukazał też, że za sprawą Ojca i Ducha Świętego ma władzę nad życiem i śmiercią. Przykładem jest wskrzeszenie córki Jaira oraz syna wdowy Naim.

Nie uzdrowił chorego przyjaciela Łazarza, ale go wskrzesił w czwartym dniu po śmierci. Uczynił to dla większej chwały Bożej. Do rozżalonej Marty Jezus powiedział: „Brat twój zmartwychwstanie”. Marta w to wierzyła, myśląc o dniu ostatecznym. On jej odrzekł: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto wierzy we Mnie, żyć będzie, chociaż umarł”. Do Marii powiedział: „ujrzysz chwałę Bożą, jeżeli uwierzysz.” Cud wskrzeszenia Łazarza przyśpieszył wyrok śmierci na Jezusa, bo wielu ludzi wierzyło w Niego jako Mesjasza. Postanowiono zgładzić też Łazarza. Tradycja chrześcijańska przekazuje, że musiał on uciekać. Zatrzymał się na Cyprze w mieście Kition (dziś Larnaca). Tam po spotkaniu z Pawłem i Barnabą został biskupem. Po śmierci nad jego grobem wzniesiono świątynię. Z czasem szczątki Łazarza przeniesiono do Konstantynopola. Chrześcijanie zwłaszcza prawosławni otaczają Łazarza kultem. Papież Franciszek ustanowił w 2021 roku dzień 29 listopada wspomnieniem Łazarza, Marii i Marty z Betanii. Te dwie siostry też musiały opuścić swe miasteczko.

Życie duchowe po śmierci ciała obrazuje drugi biblijny Łazarz, ten z opowieści Jezusa o żebraku i bogaczu. Losy tych dwóch postaci są godne refleksji w listopadzie. Były też impulsem do działalności szpitalnej zakonników św. Łazarza (lazarety) i do wiary w posłannictwo Jezusa. To On jako Chrystus Król Wszechświata kończy stary i rozpoczyna nowy Rok Kościelny.

W drodze do Jego Królestwa trzeba być wytrwałym jak pewna niewielka rybka -rozdymka tygrysia. Odkryto ją u wybrzeży Japonii w 1985r. Zaciekawiła uczonych tym, że tworzyła tajemnicze kręgi o średnicy 2 m. Trzeba było 15 lat obserwacji, aby wytłumaczyć sens jej działania. Ona tak się trudzi, żeby przekazać nowe życie i chronić je (National Geographic). Możemy od przyrody uczyć się jak dbać nie tylko o życie doczesne ale i o wieczne.

Każdy wie, że śmierć zamienia ludzkie ciało w proch, który zamkną w niewielkiej urnie, a może nawet w bezimiennym grobie. One z czasem ulegną niepamięci. Niech dusze zmarłych przez Miłosierdzie Boże odpoczywają w pokoju wiecznym. Niech wstawiają się razem ze Świętymi za żyjącymi. Oswojenie aborcji i eutanazji, również ofiar wojny jest ingerencją w dar życia dany ludziom przez Boga i Jego miłość.

Wśród takich zagrożeń potrzebujemy pomocy z Nieba.

JK

Do spisu treści
 

 

Wiersz: Śląska ziemio

Ty co z prostego śląskiego ludu
piękno tej mowy wskrzesić umiałaś
i żeby przetrwać przez lata i wieki
przelaną krwią dziadków ją podlewałaś
 

  Ty wydzierałaś z czarnej otchłani
kroplami potu i znojnym trudem
te czarne złoto choć nieraz wzgardzona
murem stawałaś za swoim ludem
 
Ty co rąk pracą i umysłem jasnym
w mozolnym trudzie wykuwałaś słowa
nieraz milcząca niedostępna harda
ale wiecznie żywa jak ta nasza mowa

Regina Sobik /Nasze Małe Ojczyzny/

Do spisu treści
 

 

"Podróże małe i duże" w czernickiej bibliotece

6 października br. odbyło się kolejne spotkanie z cyklu: "Podróże małe i duże", które poprowadziła pani Liliana Mamczur. Pani Liliana to aktywna podróżniczka i organizatorka kilku wypraw, m.in. miesięcznej podróży po Azji Południowo-Wschowniej, Ameryce Środkowej, 3-miesięcznej podróży po USA, Kanadzie i Meksyku. W sumie odwiedziła już prawie 50 krajów świata. Jej drugim domem są góry, w szczególności polskie Tatry, zdobyła również Koronę Gór Polski. Na co dzień mieszka i pracuje w Raciborzu, dodatkowo posiada uprawnienia przewodnika miejskiego miasta Racibórz. Zawodowo zajmuje się dziennikarstwem i jest redaktorem w ogólnopolskim magazynie branżowym.

Tematem przewodnim spotkania była Ameryka Środkowa - od Panamy do Meksyku. Każdy uczestnik spotkania dostał mapkę, aby lepiej mu było wyobrazić sobie, jak przebiegała dokładna trasa podróży. Z ciekawością oglądaliśmy zdjęcia i słuchaliśmy m. in. o bitcoinie jako walucie używanej na przemian z dolarem, kolorowych autobusach czy też egzotycznych owocach. Z przejęciem słuchaliśmy opowieści o „Gangsterskich szajkach” w Salwadorze, które terroryzowały i zabijały mieszkańców oraz turystów tylko po to, aby uwolnić z więzienia swojego szefa. Na zdjęciach, jakie wyświetlała pani Liliana, mogliśmy podziwiać wspaniałe trasy wulkaniczne w Gwatemali oraz niezwykłą przyrodę.

Całość spotkania przebiegła w bardzo miłej atmosferze, uczestnicy z chęcią zadawali pytania odnośnie wyprawy. Serdecznie zapraszamy na kolejne spotkanie, które odbędzie się już niebawem.

Agnieszka Korbel
Justyna Niemczyńska

 
 
 
 
 
 
 
 
 

Do spisu treści
 

 

W rodzinie siła!
To nie slogan, to fakt

Jeśli lądujemy na kozetce u psychologa, to najczęściej dlatego, że nie otrzymaliśmy poczucia bezpieczeństwa, więzi i miłości od naszych rodziców. Jeśli wchodzimy w dorosłość niepewni siebie, smutni i zalęknieni, to najczęściej dlatego, że mamy za sobą jakieś traumatyczne wydarzenia związane z naszym życiem wczesnorodzinnym. Być może sami już założyliśmy rodzinę i chociaż stajemy na uszach, żeby "nasze wychowanie różniło się o sto osiemdziesiąt stopni od wychowania naszych rodziców", to i tak zauważymy pewne schematy, które się powtarzają. Zatem łatwo nam dostrzec, jaką siłę ma rodzina - ta siła może być naszą mocą, ale może stać się także przemocą. Skupmy się na tym, jaką moc możemy dać naszym dzieciom i sobie nawzajem, budując szczęśliwą relację małżeńską oraz rodzinną, opartą na solidnym fundamencie.

Nierozerwalni
Wiadomo, że nie unikniemy kłótni i nieporozumień w obecności naszych dzieci... Nasze małżeństwo wciąż tętni życiem, mamy różne charaktery, często odmienne oczekiwania i są sytuacje, w których następuje ekspresyjna wymiana zdań. Ale - jeśli nasze dzieci widzą, że się kłócimy, to koniecznie powinny widzieć też, że się jednamy - że mama przeprasza tatę, że tata przeprasza mamę. Nie oczekujmy i nie zmuszajmy naszych dzieci do przepraszania brata czy koleżanki, jeśli one nie widzą, że my postępujemy w ten sposób wobec siebie, a także wobec nich samych. Choć jesteśmy bardzo emocjonalni, wystrzegajmy się słów, których możemy później bardzo żałować. My najczęściej szybko o nich zapominamy, ale w naszych dzieciach mogą rodzić lęk i zmieniać wizję rodziny jako czegoś trwałego, bezpiecznego i nierozerwalnego na coś, co jest bardzo kruche i niepewne. Mam tu na myśli wszelkie groźby czy propozycje rozwodowe.

Chociaż z naszej strony mogą to być tylko zaczepne przepychanki słowne, nasze dzieci traktują to bardzo poważnie. Sama pamiętam, kiedy słyszałam coś takiego jako mała dziewczynka, zaczynałam się bardzo bać i choć to nigdy nie nastąpiło, każda kolejna kłótnia rodziców już powodowała lęk o ich rozstanie i utratę poczucia bezpieczeństwa. Trudno uchronić się zupełnie od kłótni w obecności naszych dzieci, ale warto kontrolować swoje słowa, które mogą budować albo rujnować naszą rodzinę, przez pryzmat której kolejne pokolenie postrzega świat.

Czas to miłość
Nie odsuwajmy naszych nawet małych dzieci od obowiązków domowych, do których póki co się palą. Im nie chodzi o to, żeby wysprzątać mieszkanie, aby lśniło, zrobić pranie, żeby ubrania były czyste, poodkurzać dla czystego dywanu... Tu chodzi o coś więcej. Im zawsze chodzi o czas, jaki mogą spędzić z nami. Pewnie, że sam/a zrobisz to szybciej, ale ile frajdy i ile poczucia bycia razem podarujesz swojemu dziecku, to tylko ono wie. Mistrzami w tym są babcie i dziadkowie, których pokłady cierpliwości i miłości dziwnie się zwiększyły wraz z narodzinami kolejnego pokolenia. Ostatnio moje dzieci, lepiąc pierogi z babcią, ośnieżyły mąką niemalże całą kuchnię, same też wyglądały jak dziadek mróz, ale za to, jakie były szczęśliwe i jak podekscytowane tym, że miały w tym swój udział i, co najważniejsze, dołożyły kolejną cegiełkę do budowania więzi z najbliższymi.

W ferworze codziennych obowiązków i zabiegania czas małżonków poświęcony tylko sobie, spędzony sam na sam, jest bardzo ważny, warto zatroszczyć się o swoją relację małżeńską. Warto zostawić dzieci pod opieką dziadków i wyjść gdzieś razem na randkę, czy nawet wyskoczyć na romantyczny weekend tylko we dwoje. Ale dzieci na co dzień też odczuwają nasze zabieganie, zaangażowanie w różne pozadomowe obowiązki i dlatego bardzo ważne jest, by spędzać urlopy całą rodziną. W zeszłym roku wybieraliśmy się do Częstochowy na pielgrzymkę. W trosce o naszą podróż i komfort moi rodzice zaproponowali, żebyśmy zostawili starszą córeczkę u nich na ten czas. My z mężem nawet nie rozważaliśmy tej opcji, i nie żałujemy. Owszem, było co robić z dwójką małych dzieci, ale ich radość ze wspólnie spędzonych wakacji jest nieopisana. Byliśmy pod wrażeniem tego, że nasze dzieci zniosły rewelacyjnie trudy pielgrzymowania. Po czym zrozumieliśmy, że w osiemdziesięciu procentach ich radość spowodowana była tym, że byliśmy całymi dniami razem. To dla nich bardzo ważne.

Atmosfera otwartości
Nie od dziś wiadomo, że dzieci lubią mieć jasno określone zasady, żeby czuć się bezpiecznie i nauczyć się poruszać w świecie. Łatwiej im wtedy odnaleźć się w zagadkowej wciąż rzeczywistości, którą odkrywają każdego dnia. Autorytet rodziców i małżeństwa rodziców jest bardzo ważny. Nie mniej ważna jest atmosfera otwartości na potrzeby dzieci. Oczywiście, to my, dorośli, ustalamy pewne zasady funkcjonowania naszej rodziny, ale z wiekiem nasze dzieci coraz bardziej zaznaczają swoje granice, a już na pewno od początku są odrębnymi jednostkami. Jeśli dziecko manifestuje swoje potrzeby płaczem, to znaczy, że jeszcze nie potrafi inaczej i nie nauczy się tego, kiedy będziemy tłumić jego sposób wyrażania siebie.

Jeśli chcemy nauczyć dziecko radzenia sobie z emocjami, wyrażania swoich potrzeb w sposób jasny, konkretny i spokojny, najzwyczajniej w świecie róbmy tak samo. Dzieci są naszą kalką. Chłoną nasze zachowania i nasz sposób wyrażania siebie. Nie negujmy ich sposobów wyrażania potrzeb, ale pokazujmy, że można inaczej. Nazywajmy ich potrzeby, emocje i uczucia, żeby w przyszłości same mogły powiedzieć: "mamo, boję się". Jeśli jednak za każdym razem nasze dzieci będą słyszeć: "nie płacz", "nie bój się", "nic się nie stało", to w końcu nam uwierzą, że nie można płakać, nie można mówić o swoich uczuciach i pomimo, że doświadczają cierpienia, nas to nie obchodzi, bo przecież świadomie, bądź nie, zaprzeczamy temu. Nie bójmy się przyjmować trudnych uczuć naszych dzieci, naszego współmałżonka i swoich. Jeśli w domu panuje atmosfera akceptacji i otwartości na potrzeby drugiego człowieka, to na pewno zaowocuje w przyszłości poczuciem bezpieczeństwa i więzi w rodzinie. Wówczas istnieje duże prawdopodobieństwo, że jeśli twoje dziecko zderzy się z jakimś trudnym problemem - będziesz jedną z pierwszych osób, której o tym powie, bo będzie pamiętać o tym, że na poważnie traktowałeś jego potrzeby w dzieciństwie.

Na fali rozwodów dużo mówi się dziś o kryzysie rodziny. Każdy z nas ma realny wpływ na to, żeby ten kryzys w rodzinach zatrzymać. Wystarczy, że przyjrzymy się swojej relacji małżeńskiej i swojej relacji z dziećmi. Znajdziemy zawsze pole, na którym można zasiać jeszcze więcej miłości, dać jeszcze więcej czasu i wyrozumiałości, a z pewnością na tym gruncie urosną kiedyś piękne owoce naszej dzisiejszej pracy. Kiedy brakuje nam sił do uprawiania takiego pola, zawsze mamy do pomocy wiele rąk - całe niebo stoi w gotowości do pomocy rodzinom, jeśli tylko poprosimy. To nie magia, to jest prawdziwa, duchowa rzeczywistość, której doświadczamy każdego dnia w relacjach z najbliższymi.

Iwona J.

Do spisu treści
 

 

10-lecie Stowarzyszenia Działań Lokalnych Spichlerz

23 października minęło 10 lat od rejestracji w Krajowym Rejestrze Sądowym Stowarzyszenia Działań Lokalnych Spichlerz. Ta okazja stała się przyczynkiem do spotkania przyjaciół, partnerów, przedstawicieli instytucji i organizacji, którzy wspólnie z grupą mieszkańców Czernicy, ale także kilku okolicznych miejscowości postanowili zaopiekować się lokalnym dziedzictwem, zwłaszcza tym niematerialnym, tym którego już nie widać, nie można go dotknąć, sfotografować czy poczuć. A takie właśnie dominuje w Czernicy.

Dziękujemy, wszystkim tym których udało nam się spotkać podczas wytyczania spichlerzowej drogi. Przede wszystkim Wam mieszkańcom Czernicy, Łukowa Śląskiego, pozostałych sołectw Gminy Gaszowice, ale też okolicznych miast i miasteczek. Przez te lata pozwalaliście nam nie tylko na działania i rozwój. Pozwalaliście także na popełnianie błędów i pomagaliście wybrnąć z niejednej trudnej sytuacji. Wielu z Was pozwoliło nam czerpać ze swoich doświadczeń. To dzięki Wam mogliśmy tworzyć dla Was najróżniejsze interpretacje dziedzictwa, a Wy byliście pierwszymi gośćmi pikników historycznych, biegów, nocy muzeów czy widowisk o lokalnej historii. To dzięki Wam wiedzieliśmy, że warto podejmować trudne decyzje. To dzięki godzinom rozmów z najstarszymi mieszkańcami Czernicy, zrozumieliśmy, że miejsce którym opiekujemy się od 2016 – czernicki „Zameczek” jest miejscem, które powinno być oddane w ręce mieszkańców. To dzięki Wam jesteśmy w ciągłym rozwoju. To dzięki Wam wiemy, że podczas naszej pracy najważniejsza jest kawa i czas, by móc wsłuchać się w głos tych, których śladami podążamy.

To święto jest świętem naszych Przyjaciół, ale jest wielkim świętem lokalnej społeczności. Jest świętem tych wszystkich, którzy są członkami i członkiniami Spichlerza. Jest świętem seniorów i seniorek, którzy tworzą trzon naszej pracy. Jest świętem młodych wolontariuszy i wolontariuszek, którzy wzrastają w poczuciu ważności pojęcia lokalność. Nie będziemy opowiadać o liczbach, kwotach, ilościach, wskaźnikach czy rezultatach. To tylko narzędzia i przybory niezbędne do tego, by robić to co lubimy najbardziej. By odkrywać to co dotychczas nieodkryte, by słuchać historii jeszcze nie wypowiedzianych. By spotykać tych, którzy nigdy wcześniej się nie spotkali. By brać dziedzictwo w ręce i poddawać je interpretacji. Nie znamy takiej drugiej społeczności, w której dla tak wielu, tak wielkie znaczenie miałoby lokalne dziedzictwo. Jak napisał kiedyś ksiądz Jan Kapołka „każda bowiem miejscowość lubi, by ją odkrywać, i każdy obcy przybysz lubi być odkrywcą”. Tak właśnie jest w Czernicy.

Odwiedzajcie nas jak najczęściej. Wpadajcie do „Zameczku” na kawy, te umówione i te zupełnie spontanicznie. Bądźcie gośćmi naszych wydarzeń, które nie mają szansy na powodzenie, kiedy Was zabranie. A my obiecujemy, że nadal będziemy szyć na miarę lokalnych potrzeb.

 
 
 
 
 
 

Agnieszka Pytlik
Animatorka SDL Spichlerz

Do spisu treści
 

Nekrolog



Śp. Małgorzata OPOLONY
   (ur. 30.11.1934 / zm. 24.09.2022)

Wyrazy współczucia składamy: córce Elżbiecie z mężem Jerzym, synowi Henrykowi z żoną Janiną, synowi Michałowi z żoną Iloną, wnukom: Katarzynie z mężem Zbigniewem, Krzysztofowi z żoną Michaelą, Tomaszowi z żoną Agnieszką; prawnukom: Agnieszce z mężem Krystianem, Markowi z żoną Katarzyną, Mateuszowi, Jankowi, Błażejowi i Szymonowi; praprawnuczkom: Elenie i Jagnie; szwagierce Pelagii z córką Aleksandrą



Śp. Helena MATERZOK
   (ur. 15.12.1944 / zm. 27.09.2022)

Wyrazy współczucia składamy: córce Izabeli z mężem Andrzejem, córce Danucie z mężem Kazimierzem, wnukom: Darii z Damianem, Radosławowi, Sylwii z Markiem, Kasi z Dariuszem, prawnukowi Filipowi, siostrze Krystynie i bratu Janowi z rodzinami



Śp. Robert GRZYBEK 
 (ur. 05.07.1942 / zm. 11.10.2022)

Wyrazy współczucia składamy: bratanicy Danucie z rodziną, bratankom: Krzysztofowi i Adamowi z rodzinami

 


do spisu treści